To nie była zwykła wiejska szkoła. W Nowej Kaletce działała najliczniejsza polska szkoła na Warmii. Tu nauka po polsku była aktem odwagi.
Leżąca nieopodal dzisiejszych granic Olsztyna Nowa Kaletka doskonale wtapia się w warmiński krajobraz. Jezioro Gim i charakterystyczna warmińska zabudowa witają wszystkich, którzy podążają na Warmię od strony Mazur. Przed II wojną światową wieś była jednym z najważniejszych ośrodków edukacji w języku polskim na Warmii. Poznajmy zatem historię ostatniej już opisywanej w tym cyklu szkoły polskiej.
Zanim stworzono polską szkołę
Przede wszystkim musimy pamiętać, że szkoła w Nowej Kaletce była najliczniejszą placówką spośród tych, które funkcjonowały na Warmii w latach 1929–1939 i jednocześnie jedną z czterech pierwszych uruchomionych w 1929 roku.
Próby uzyskania możliwości nauczania dzieci w języku polskim miejscowa społeczność podejmowała już od 1923 roku. Wówczas to Polsko-Katolickie Towarzystwo Szkolne na Warmię otrzymało 60 deklaracji od rodziców, którzy chcieli, aby ich dzieci uczyły się religii w języku polskim oraz samego języka polskiego jako ojczystego. Niemcy wyrazili na to zgodę dopiero po czterech latach, a więc jeszcze przed ustanowieniem formalnego prawa do nauczania po polsku. Lekcje takie pobierało zaledwie piętnaścioro dzieci (na 64 zgłoszenia).
W związku z niską frekwencją w 1928 roku zajęcia przerwano. Ten stan rzeczy utrzymywał się do 10 kwietnia 1929 roku, kiedy to oficjalnie powołano szkołę polską w Nowej Kaletce.

Uroczyste otwarcie i wielki pożar
Zazwyczaj otwarcia polskich placówek dokonywały się w podniosłej atmosferze z udziałem gości, wybitnych działaczy ruchu polskiego i mieszkańców. Nie inaczej było w Nowej Kaletce, gdzie w roli gospodarza wystąpił pierwszy nauczyciel i kierownik, Warmiak z Tomaszkowa – Edward Turowski. W wydarzeniu uczestniczyło aż 41 dzieci wraz z rodzicami. W poprzednich tekstach wielokrotnie opisywałem „batalie”, jakie toczyli nauczyciele i ich rodzice z sołtysami poszczególnych wsi warmińskich. Przypadek Nowej Kaletki jest jednak pozytywnym paradoksem, bowiem na uroczystości pojawił się także przychylny Polakom ówczesny sołtys August Kuhn.
Życie jednak nie jest usłane różami i po tym jakże optymistycznym początku społeczność Nowej Kaletki została dotknięta ogromną tragedią.
W czerwcu 1930 roku we wsi, w niewyjaśnionych okolicznościach, wybuchł duży pożar, który zniszczył bądź uszkodził wiele zabudowań. Co ciekawe, budynek szkoły przetrwał ten kataklizm nienaruszony, ale władze lokalne, chcąc uderzyć w społeczność szkolną, posunęły się do sprytnego fortelu. Obiekt przeznaczony został bowiem na schronisko dla pogorzelców. W związku z tym placówka przeniosła się do domu Wiktora Pełki, który na potrzeby uczniów odstąpił dwie izby.

„Karuzela”
Niestety dużą bolączką szkoły w Nowej Kaletce była rotacja nauczycieli. Edward Turowski kierował placówką przez pierwsze półtora roku jej istnienia. Następnie wyjechał do Giław „ratować” tamtejszą szkołę, a na jego miejsce przybył Tomasz Setny, uczący właśnie w tej miejscowości. Setny co prawda pracował w Nowej Kaletce nieco ponad trzy lata, ale już od 1936 roku rotacja nauczycieli przybrała na sile. Tylko w 1936 roku w różnych miesiącach w szkole uczyło aż trzech nauczycieli – Paweł Trzciński, Ryszard Knosała (pracujący równocześnie w pobliskim Chaberkowie) oraz Józef Groth. Sytuacja unormowała się dopiero po upływie niemal półtora roku, w połowie kwietnia 1937 roku, kiedy to do Nowej Kaletki powrócił Józef Groth i pracował w szkole do 25 sierpnia 1939 roku. Wówczas nauczyciela aresztowano, a placówka została zamknięta.
Kronika
Podobnie jak w przypadku szkoły w Worytach, doskonałym źródłem do poznania historii tej placówki jest kronika szkolna, przechowywana obecnie w zbiorach bibliotecznych Instytutu Północnego im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie. Oczywiście, każdy z nauczycieli zapisywał w niej swoje refleksje, dotyczące nie tyle sfery dydaktycznej, co oddziaływania szkoły na zewnątrz i jej istotnej roli w życiu wsi i okolic.
Dzisiaj, po upływie niemal stu lat, jest to, jak określają fachowcy, doskonały dokument, obrazujący blaski i cienie ówczesnego życia społecznego. Z wydarzeń ciekawych, niestandardowych znajdziemy na jej kartach m.in. zapis o wyborach do Reichstagu i Landtagu, chorobach nauczycieli, końcu żniw czy zmianach w liczbie dzieci, uczęszczających do placówki. Te, często krótkie, zwięzłe informacje dają nam niejednokrotnie znacznie pełniejszy obraz codzienności mieszkańców Nowej Kaletki niż informacje, które znajdziemy w opracowaniach naukowych czy materiałach stworzonych dla turystów.

Wczoraj szkoła, dziś świetlica
Standardowo, jak w przypadku niemal wszystkich warmińskich placówek, na budynku, w którym w latach 1931–1939 działała dawna szkoła polska, wisi tablica pamiątkowa. Obecnie działa w nim świetlica wiejska, a swoją siedzibę ma Towarzystwo Przyjaciół Gimu. Odbywają się tam m.in. zebrania wiejskie i wydarzenia kulturalne.
Podsumowując, warto dodać, że pomimo względnie dużej liczby uczniów wielu warmińskich gospodarzy z Nowej Kaletki nie miało możliwości sfinansowania dalszej edukacji swoich pociech. Jedyną absolwentką szkoły w Nowej Kaletce kontynuującą naukę była Maria Hermańska, która w 1936 roku ukończyła szkołę gospodarczą w Malinowie koło Działdowa.
To już koniec podróży śladami szkół polskich na Warmii. Dziś miejsca te, choć często leżące na uboczu, stanowią istotny element lokalnej tożsamości. Nie ma już oczywiście ludzi, którzy je tworzyli, ale pamięć przetrwała. Myślę też, że w podolsztyńskich gminach, które są naturalną areną przenosin – z „wielkiego” miasta na wieś – to właśnie historia szkół polskich może dla jej „nowych” mieszkańców stanowić doskonałą lekcję z dziejów Warmii.
Warmia bowiem to nie tylko znane zabytki, pomnik Mikołaja Kopernika u stóp olsztyńskiego zamku, ale tylko i aż „praca u podstaw” wielu ludzi, którzy w dużo trudniejszych realiach niż dziś nie bali się mówić, myśleć i dbać o kulturę polską.