Lata 60. były dla Warmii i Mazur czasem wielkiej zmiany. Powstały fabryki, ruszyła mechanizacja wsi, rozkwitało rzemiosło, a jeziora zaczęły przyciągać tłumy turystów. Największą rewolucję wywołał jednak jeden zakład – olsztyński OZOS.

Lata 60. XX wieku przyniosły Warmii i Mazurom prawdziwą rewolucję przemysłową i społeczną. To właśnie wtedy, za rządów Władysława Gomułki, zapadła decyzja, która na zawsze zmieniła oblicze Olsztyna. Peryferyjny dotąd region, kojarzony głównie z lasami i rolnictwem, stał się domem dla jednej z największych fabryk opon w Polsce, a obecnie w Europie. Jak narodziny OZOS‑u, mechanizacja wsi, ożywienie rzemiosła oraz pierwsze masowe wakacje nad jeziorami ukształtowały nowoczesną tożsamość regionu? Na to pytanie postarałem się poszukać odpowiedzi.

Olsztyn kontra Koszalin, czyli walka o zakład

Na przełomie lat 50. i 60. gwałtowny rozwój transportu samochodowego w Polsce Ludowej sprawił, że kraj zaczął dramatycznie potrzebować opon. Budowa nowej, potężnej fabryki była pilną koniecznością. Władze w Warszawie szukały idealnej lokalizacji – pod uwagę brano Słupsk, Koszalin oraz Olsztyn.

Dlaczego ostatecznie wygrała Warmia? O sukcesie zdecydowała… woda. Produkcja opon wymagała gigantycznych ilości wody do chłodzenia maszyn, a bliskość akwenów gwarantowała stałe dostawy. Decyzja zapadła na najwyższych szczeblach Ministerstwa Przemysłu Chemicznego. Fabryka miała stać się sercem planowanej od 1949 roku wielkiej dzielnicy przemysłowej we wschodniej części miasta, obejmującej aż 658 hektarów. OZOS (Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych) ulokowano w tzw. „sektorze C”, przeznaczonym pod najcięższą zabudowę.

Budowanie na torfowisku i wizyta towarzysza „Wiesława”

Przygotowania ruszyły pełną parą w 1961 roku, a w lutym 1964 roku na plac budowy wjechały pierwsze koparki. Robotnicy musieli zmierzyć się z kapryśną pogodą oraz niezwykle trudnym, torfowym podłożem. Ciągłe deszcze zamieniały plac budowy w gigantyczne grzęzawisko, w którym topiły się ciężkie maszyny, a wysoki poziom wód gruntowych nieustannie zalewał wykopy.

Mimo to po trzech latach twardej walki z naturą fabryka stanęła na nogi. Pierwsze próby maszyn ruszyły pod koniec lata, a oficjalne, huczne otwarcie nastąpiło 28 października 1967 roku. Wstęgę przecinał sam I sekretarz KC PZPR, Władysław Gomułka. Taśmy produkcyjne ruszyły pełną parą, dostarczając gumowe „obuwie” dla kultowych polskich pojazdów: limuzyn Warszawa, dostawczych Nys i Żuków, ciągników Ursus, a także autobusów i maszyn budowlanych. Nad całym tym gigantycznym przedsięwzięciem czuwał jego dyrektor – inżynier Władysław Leonhard.

Wielka rotacja

Do 1970 roku fabryka zatrudniała już ponad 3 tysiące osób. Początki nie były jednak łatwe. W zakładzie panowała olbrzymia rotacja pracowników. Większość personelu stanowili mieszkańcy podolsztyńskich wsi i miasteczek (w tym mój dziadek, który pracował w OZOS-ie od jego uruchomienia do 1991 roku), którzy nie byli przyzwyczajeni do rygoru wielkiego przemysłu, a miasto nie miało jeszcze dla nich odpowiedniego zaplecza socjalnego. Minęło kilka lat, zanim kadra się ustabilizowała, a fabryka trwale „wrosła” w krajobraz Olsztyna.

Wyprodukowane opony na placu olsztyńskiej fabryki za chwilę pojadą w Polskę, źródło Warmińsko-Mazurska Biblioteka Cyfrowa

71 milionów, które zbudowały nowoczesny Olsztyn

Nie ma przesady w stwierdzeniu, że bez OZOS‑u dzisiejszy Olsztyn by nie istniał. Gdy zaczynano budowę, miasto liczyło zaledwie 70 tysięcy mieszkańców. Zaledwie trzy lata po uruchomieniu fabryki populacja wzrosła o kolejne 25 tysięcy!

W latach 1963–1971 fabryka wpompowała w rozwój miasta kosmiczną jak na tamte czasy kwotę – niespełna 71 milionów złotych. Dzięki oponiarskiemu gigantowi wschodnia część Olsztyna zyskała nowoczesną instalację wodną, gazową i kolektory ściekowe. Dla tysięcy nowych robotników wybudowano potężne osiedle mieszkaniowe Pojezierze wzdłuż ulic Kołobrzeskiej, Dworcowej i ówczesnej XX-lecia PRL (dziś kard. Stefana Wyszyńskiego). Powstały hotele pracownicze, a z myślą o przyszłych kadrach otwarto Technikum Chemiczne i Szkołę Elektryczną. To wtedy narodziła się elektrociepłownia, stadion piłkarski, na którym mecze rozgrywa Stomil Olsztyn, oraz liczne obiekty sportowe.

Budowa ulicy Władysława Leonharda — noszącej imię pierwszego dyrektora fabryki, fot. zespół Zbigniewa Grabowskiego, Muzeum Warmii i Mazur

Przemysłowy krajobraz Warmii i Mazur

Choć OZOS zdominował region, przeobrażając przemysł gumowy z marginesu (0,1 proc. zatrudnienia w 1960 roku) do potęgi (4,3 proc. w 1969 roku), całe województwo olsztyńskie wciąż pozostawało słabo uprzemysłowione. W 1969 roku w przemyśle pracowało 67 tysięcy osób (wzrost z 40 tysięcy na początku dekady), jednak w regionie działało zaledwie kilkanaście dużych zakładów zatrudniających ponad 500 pracowników. Na Warmii i Mazurach wciąż rządziły tradycyjne gałęzie: przemysł drzewny i spożywczy, które skupiały co piątego pracownika. Obok nich silną pozycję miały sektory odzieżowy, włókienniczy i budowlany.

W tym okresie na mapie regionu błyszczało zaledwie kilka przemysłowych perełek, które generowały aż 16,4 proc. całej produkcji województwa:

  • Lenpol w Szczytnie (przemysł lniarski),
  • Zakłady Płyt Pilśniowych i Wiórowych w Rucianem-Nidzie,
  • Warmińska Fabryka Maszyn Rolniczych w Dobrym Mieście,
  • Mazurskie Zakłady Aparatury Oświetleniowej w Wilkasach,
  • Iławska Wytwórnia Części Samochodowych,
  • Zakłady Rybne w Giżycku.
Nowoczesne cyklopy — ładowacze T‑214 przed Warmińską Fabryką Maszyn Rolniczych w Dobrym Mieście, fot. Ryszard Czerniewski, Muzeum Warmii i Mazur

Traktory wypierają konie

Podczas gdy miasta parły ku nowoczesności, wieś jeszcze „lizała rany” po wojnie. Dopiero w latach 60. tutejsze rolnictwo osiągnęło poziom plonów sprzed 1945 roku! Jako pierwsze przedwojenne standardy dogoniły ziemniaki (1961 roku) i żyto (1962 roku), a najdłużej, bo aż do 1965 roku, odbudowywano uprawy owsa. Pomogło dopiero masowe wprowadzenie nawozów sztucznych i nowoczesnej agrotechniki.

Dużą rolę odegrała także hodowla bydła. Po likwidacji spółdzielni produkcyjnych aż dwie trzecie zwierząt trafiło w ręce rolników indywidualnych. Kluczowym momentem okazał się rok 1956, kiedy władze zniosły obowiązkowe dostawy mleka. Ceny skupu wystrzeliły w górę, a gospodarze masowo przestawili się na produkcję białego surowca. W ciągu zaledwie dziewięciu lat (1960–1969) pogłowie bydła w regionie wzrosło z 447 tysięcy do ponad 674 tysięcy sztuk! Podobną stabilizacją cechowało się owczarstwo – pogłowie owiec, strzyżonych głównie dla wełny i skór, utrzymywało się na stałym poziomie około 130–170 tysięcy sztuk. Z kolei hodowla trzody chlewnej przypominała gospodarczą przejażdżkę rollercoasterem, notując rekordowy pułap blisko 693 tysięcy sztuk w 1966 roku.

Lata 60. przyniosły jednak zmierzch tradycyjnego wiejskiego krajobrazu – nastąpił gwałtowny spadek liczby koni (ze 143,3 tys. do 125,6 tys.). Był to efekt potężnej mechanizacji, typowej dla regionów z dużym udziałem Państwowych Gospodarstw Rolnych (PGR). Maszyny wypierały żywą siłę pociągową tak szybko, że pod koniec dekady traktory stanowiły już niemal 50 proc. wszystkich jednostek pociągowych na wsi, notując skok o 9 tysięcy sztuk! Konie ostały się głównie na północy województwa, gdzie ciężkie gleby i zróżnicowana, pagórkowata rzeźba terenu wciąż stawiały opór wczesnym ciągnikom.

Ulgi podatkowe i rozwój rzemiosła

Równolegle z narodzinami wielkich fabryk na Warmii i Mazurach dokonywało się inne gospodarcze ożywienie. W planach na lata 1956–1960 rzemiosło zostało uznane za klucz do aktywizacji mniejszych ośrodków. Władze poluzowały rygorystyczne przepisy: ułatwiono zdobywanie surowców i maszyn, a państwowe przedsiębiorstwa mogły łatwiej zlecać prace prywatnym fachowcom.

Prawdziwym magnesem okazała się jednak rewolucyjna polityka podatkowa. Jeśli ktoś zdecydował się otworzyć warsztat rzemieślniczy w miasteczku liczącym poniżej 10 tysięcy mieszkańców, był całkowicie zwolniony z podatku dochodowego i obrotowego na dwa lata! Rzemieślnicy stali się niezbędnym zapleczem usługowym dla ludności, produkując także komponenty dla większych zakładów.

Dzięki tym administracyjnym ułatwieniom w latach 1961–1968 nastąpił potężny boom. Tylko w latach 1963–1969 liczba indywidualnych warsztatów wzrosła o 940, a zatrudnienie w nich znalazło prawie 2,9 tysiąca osób. Ponieważ region był słabo uprzemysłowiony, małe zakłady rzemieślnicze odgrywały nieproporcjonalnie dużą, zbawienną rolę w ratowaniu lokalnego rynku pracy i pobudzaniu miasteczek do życia.

Narodziny turystyki, jaką znamy

Wraz z powojenną odbudową kraju, rosnącą urbanizacją i powolnym bogaceniem się społeczeństwa w PRL‑u zrodziła się nowa moda – turystyka. Warmia i Mazury, ze swoimi jeziorami, lasami, zabytkami i bliskością wielkich aglomeracji, takich jak Warszawa czy Gdańsk, miały idealne predyspozycje do stania się turystyczną potęgą.

Droga do tego była jednak wyboista. Ogromne zniszczenia wojenne, brak hoteli, restauracji i dróg, a także krótki sezon sprawiły, że w latach 1950–1969 region obsługiwał zaledwie około 5 proc. całego krajowego ruchu turystycznego (Polacy wciąż znacznie chętniej wybierali morze i góry). Turystyka była wtedy zaledwie raczkującą, uzupełniającą gałęzią gospodarki. Miała jednak jedną potężną zaletę: tworzyła nowe, cenne miejsca pracy na prowincji. W 1965 roku w turystyce pracowało już około 2000 osób. Co więcej, region zaczął na przyjezdnych realnie zarabiać – w czerwcu 1966 roku Wojewódzka Rada Narodowa wprowadziła oficjalne opłaty uzdrowiskowe i klimatyczne, które zasilały lokalne budżety.

Domki nad jeziorem w Mikołajkach — element nowego, turystycznego krajobrazu Mazur

W czasach Gomułki turystyka nad jeziorami zaczęła przybierać zorganizowane, masowe formy. Choć tuż po wojnie działało tu Polskie Towarzystwo Krajoznawcze oraz Mazurski Związek Turystyczny, a harcerze organizowali pierwsze obozy, to prawdziwy przełom przyniosły przełom lat 50. i 60. To wtedy powstały nowoczesne przedsiębiorstwa turystyczne w Iławie i Mrągowie, a w Olsztynie otworzyły się biura „Turysta” oraz „Warszawa-Olsztyn”. Największą siłą napędową regionu stała się turystyka młodzieżowa. W latach 60. na tutejsze kolonie letnie i obozy przyjeżdżała imponująca średnia liczba około 60 tysięcy dzieci i młodzieży rocznie!

Wraz z masowym napływem wczasowiczów i kolonistów zaczęła dynamicznie rozwijać się sieć usług, gastronomii i baz noclegowych. Pod koniec dekady nikt już nie miał wątpliwości – turystyka przestała być jedynie kaprysem pasjonatów i stała się pełnoprawną, zauważalną i niezwykle obiecującą dziedziną gospodarczego życia Warmii i Mazur.