Dekada Edwarda Gierka odmieniła region. Powstawały nowe zakłady, rozwijał się przemysł, a Olsztyn w kilka miesięcy zyskał inwestycje, które na trwałe wpisały się w krajobraz miasta.

Lata 70. XX wieku zapisały się w historii Polski Ludowej jako czas wielkiego, kredytowego skoku modernizacyjnego. Fala inwestycji i zachodnich licencji, charakterystyczna dla dekady Edwarda Gierka, nie ominęła Warmii i Mazur. Choć region nie utracił swojego tradycyjnego, rolniczego charakteru, to właśnie wtedy lokalne fabryki przeszły potężną metamorfozę, pod Ostródą stanął zakład wybudowany przez Amerykanów, a Olsztyn przeżywał bezprecedensową rewolucję budowlaną, napędzaną… dożynkową gorączką.

Gomułkowski impuls i wielka modernizacja

Decyzje o uprzemysłowieniu regionu, podjęte jeszcze za czasów Władysława Gomułki, zaczęły przynosić dojrzałe owoce po 1970 roku. Prawdziwym motorem napędowym gospodarki województwa olsztyńskiego stały się Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych (OZOS) – to stąd pochodziła wówczas ponad jedna czwarta całej krajowej produkcji opon.

Sukces oponiarskiego giganta pociągnął za sobą kolejne inwestycje państwowe. Przemysł rozwijał się dynamicznie w oparciu o sieć zakładów zbudowanych w poprzednich dekadach, a mapa gospodarcza regionu uległa wyraźnemu zagęszczeniu. Obok Olsztyna wiodącymi ośrodkami pozostały:

  • Kętrzyn (koncentrujący przemysł elektrotechniczny, odzieżowy i spożywczy),
  • Iława i Dobre Miasto (silne w branży maszynowej),
  • Bartoszyce, Ostróda, Giżycko, Szczytno, Pisz oraz Ruciane-Nida (opierające się na przetwórstwie drewna i żywności).

Pieniądze z Warszawy popłynęły szerokim strumieniem na unowocześnienie lokalnych zakładów. Bartoszyckie Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego „Morena” w 1975 roku wchłonęły mniejsze zakłady w Kolnie oraz Lidzbarku Warmińskim, stając się potężnym przedsiębiorstwem wielobranżowym, które od 1976 roku masowo produkowało poszukiwane w kraju dzianiny bawełniane. W tym samym mieście rozbudowano fabrykę mebli, która zalała rynek niezwykle modnymi wówczas zestawami mebli kuchennych.

Z kolei Iławska Wytwórnia Części Samochodowych w 1975 roku zmieniła szyld na Iławskie Zakłady Naprawy Samochodów (IZNS). Dzięki potężnym inwestycjom powstał tam jeden z najnowocześniejszych zakładów przemysłu maszynowego w północnej Polsce, który w 1977 roku uruchomił nowoczesny wydział naprawy głównej silników wysokoprężnych. Co ciekawe, to właśnie rosnące potrzeby transportowe PRL‑u sprawiły, że w Iławie uruchomiono także masową produkcję tablic rejestracyjnych.

Amerykanie pod Ostródą i spichlerz

Najbardziej spektakularnym symbolem gierkowskiego otwarcia na Zachód stała się jednak inwestycja w Morlinach niedaleko Ostródy. To właśnie tam amerykańska firma Epstein Company z Chicago wybudowała od podstaw ultranowoczesne zakłady mięsne, które ruszyły z produkcją w 1975 roku, wprowadzając nową jakość do polskiego przemysłu spożywczego.

Mimo tych wszystkich fabrycznych sukcesów Warmia i Mazury nie przestały być spichlerzem kraju. Co ciekawe, na wsi wciąż dominowały indywidualne gospodarstwa chłopskie. Choć prywatni rolnicy mieli utrudniony dostęp do nowoczesnych maszyn i dostawali mniej nawozów sztucznych niż państwowe giganty, to właśnie oni uzyskiwali wyższe plony zbóż, ziemniaków i buraków cukrowych niż Państwowe Gospodarstwa Rolne (PGR)!

Regionalną gospodarkę tradycyjnie napędzało mleko, masło, sery oraz przetwórstwo drewna (sklejka, płyty wiórowe i pilśniowe). Region dosłownie karmił Polskę – w 1974 roku województwo olsztyńskie odpowiadało za blisko 20 proc. krajowej produkcji serów, ponad 9 proc. produkcji masła oraz niemal 6 proc. mleka w proszku.

Widok na plac budowy z ciężarówką.
Budowa zakładów w Morlinach, źródło: Ostróda News

Kombinaty w klinczu kryzysu

Chcąc unowocześnić rolnictwo, władze zaczęły tworzyć wielkie zjednoczenia rolniczo-przemysłowe. Największy taki kompleks powstał na mocy uchwały rządu z 13 grudnia 1973 roku wokół Kętrzyna. Słynny „Agrokompleks Kętrzyn” scalił ziemie aż pięciu okolicznych gmin (Kętrzyn, Barciany, Reszel, Srokowo, Korsze) oraz części trzech kolejnych.

Gdy pod koniec dekady w gospodarkę PRL‑u uderzył kryzys, państwowe kombinaty zaczęły być brutalnie obciążane przez Warszawę tak zwanymi zadaniami interwencyjnymi. PGR-om nakazywano masowy skup nadwyżek cieląt i prosiąt od rolników prywatnych oraz drastyczne zwiększanie hodowli zwierząt. Doprowadziło to do absurdu – produkcja zwierzęca przerosła możliwości produkcyjne lokalnych pól (produkcję roślinną), niszcząc ekonomiczną równowagę gospodarstw. Ponadto kombinaty musiały wziąć na barki budowę infrastruktury socjalnej, dróg i świadczenie usług społecznych na rzecz lokalnych wsi, co dodatkowo drenowało ich budżety.

Rozładunek kiszonki w PGR Skierki — jednym z PGR-ów na terenie Agrokompleksu Kętrzyn, fot. Zbigniew Grabowski, Muzeum Warmii i Mazur

Rok Kopernikański i zagraniczni goście

W latach 70. zmieniło się także oblicze mazurskiej turystyki. Polacy przestali przyjeżdżać nad jeziora jedynie na krótkie, weekendowe wypady. Modne stały się długie, wielotygodniowe wczasy w zakładowych ośrodkach wypoczynkowych oraz na kwaterach prywatnych. Wciąż potężną gałęzią pozostały masowe kolonie letnie dla dzieci.

Prawdziwym przełomem okazał się jednak rok 1973, ogłoszony Rokiem Kopernikańskim z okazji 500. rocznicy urodzin wielkiego astronoma. Zorganizowane z rozmachem uroczystości ściągnęły na Warmię i Mazury bezprecedensową falę turystów zagranicznych, głównie z Europy Zachodniej. Ruch turystyczny spolaryzował się wokół trzech potężnych rejonów: Olsztyńskiego, Pojezierza Iławsko-Ostródzkiego oraz Wielkich Jezior Mazurskich, przy czym ten ostatni niezmiennie dzierżył koronę turystycznego eldorado.

Dożynkowa gorączka, czyli jak zbudowano współczesny Olsztyn

Wydarzeniem, które w symboliczny i spektakularny sposób zamknęło dekadę Edwarda Gierka w regionie, były Dożynki Centralne, zorganizowane w Olsztynie w dniach 9–10 września 1978 roku. Przygotowania do tego święta zamieniły stolicę województwa w jeden wielki plac budowy.

Grupa mężczyzn na oficjalnej ceremonii.

Wielka machina ruszyła w styczniu 1978 roku. Na czele komitetu organizacyjnego stanął szef wojewódzkiej partii Edmund Wojnowski, a wszystkimi pracami dowodził wojewoda Sergiusz Rubczewski. Władze przeznaczyły gigantyczne fundusze na inwestycje, które do dziś służą mieszkańcom. W ciągu zaledwie kilku miesięcy w Olsztynie wybudowano:

  • nowoczesne planetarium i obserwatorium astronomiczne,
  • nowoczesny wówczas stadion Stomilu Olsztyn,
  • amfiteatr u podnóża gotyckiego zamku,
  • hotel Wojewódzkiego Ośrodka Sportu, Turystyki i Wypoczynku (WOSTiW),
  • dożynkowe pawilony handlowe oraz Park Czynu Partyjnego.

Najważniejszą pamiątką po dożynkach stał się jednak zupełnie nowy układ komunikacyjny Olsztyna. To wtedy od podstaw wybudowano kluczowe do dziś arterie miejskie: ulice Warszawską, Śliwy, Pstrowskiego oraz Niepodległości wraz z nowym mostem na Łynie.

Walka z czasem, czyny społeczne i kapryśna pogoda

Wizerunek całego miasta zmienił się nie do poznania. Z olsztyńskich podwórek bezwzględnie likwidowano szpecące przydomowe szopki i komórki, a setki kamienic i bloków zyskały nowe, kolorowe elewacje. Prace te współtworzyły tysiące mieszkańców w ramach tak zwanych czynów społecznych, mobilizowanych przez lokalne zakłady pracy.

Medal ten miał jednak drugą stronę. Wszystko budowano w szaleńczym pośpiechu. Flagowy projekt – stadion Stomilu – wzniesiono na trudnym, bagnistym gruncie w zaledwie pół roku, choć w normalnych warunkach taka budowa potrwałaby dwa lata. Robotnikom i dygnitarzom, podobnie jak przy budowie OZOS‑u, potężnie dokuczała pogoda. Od maja do końca sierpnia 1978 roku odnotowano aż 71 dni deszczowych, co zamieniało place budowy w potoki błota.

Władze partyjne głośno zapewniały w mediach, że żadna z tych inwestycji nie powstała „tylko na dożynki”, a impreza jedynie przyspieszyła dawno planowane roboty. Rzeczywistość była jednak bardziej prozaiczna – budowa stadionu do początku 1978 roku była jedynie mglistym marzeniem, a nowoczesna hala widowiskowo-sportowa (Urania), mimo gotowych projektów, od pięciu lat bezskutecznie pozostawała wyłącznie w sferze makiet i urzędowych planów.

Masa ludzi w strojach na stadionie.
Dożynki Centralne na stadionie w Olsztynie — stadion Stomilu, źródło: FB/Warmia i Mazury Nieznane

Ostatni dzwonek przed wielkim kryzysem

Z perspektywy czasu można śmiało stwierdzić, że pod koniec lat 70. Olsztyn miał po prostu ogromne szczęście. Dożynkowy zryw okazał się ostatnim momentem, w którym państwo dysponowało jeszcze środkami na tak gigantyczny rozmach budowlany.

Sytuacja polityczna, gospodarcza i społeczna, jaka w wyniku narastającego kryzysu i zadłużenia wytworzyła się w całym kraju w niespełna dwa lata po olsztyńskich dożynkach, uderzyła w całą Polskę Ludową z ogromną siłą. Nadchodząca dekada lat 80. na ponad dziesięć lat całkowicie zamroziła i zahamowała wszelkie poważniejsze działania inwestycyjne w regionie. Gdyby nie dożynkowa gorączka 1978 roku, stolica Warmii i Mazur na nowoczesne arterie, planetarium czy zmodernizowane centrum musiałaby poczekać aż do upadku komunizmu.