Spadł z rusztowania, malując diabła. Po śmierci pochowano go z trzema pędzlami w dłoni. Maciej Jan Meyer zostawił na Warmii dzieła, które do dziś oszukują wzrok. Najsłynniejsze stworzył w Świętej Lipce.

Lato 1737 roku. W Świętej Lipce trwa praca nad dekoracją krużganków. Wysoko nad posadzką, na rusztowaniu, Maciej Jan Meyer maluje scenę walki anioła z diabłem. To jedno z jego ostatnich dzieł.

W pewnym momencie dochodzi do wypadku. Malarz spada z rusztowania. Wkrótce potem umiera. Nie zdąży dokończyć pracy, nad którą pracował w ostatnich latach życia.

Według jednej z opowieści śmierć Meyera miała mieć związek z malowaniem samego diabła. To jednak legenda. Historyczne źródła mówią po prostu o upadku z rusztowania podczas pracy.

Meyer zostaje pochowany w krypcie pod kościołem w Świętej Lipce. Z jego pogrzebem wiąże się niezwykły szczegół: w prawej dłoni zmarłego umieszczono trzy pędzle. Narzędzia, którymi przez lata tworzył swoje barokowe iluzje.

Tak kończy się historia jednego z najważniejszych malarzy działających na Warmii w pierwszej połowie XVIII wieku. Ale żeby zrozumieć, skąd wziął się jego niezwykły styl, trzeba cofnąć się o kilkanaście lat.

Najpierw był Kraszewo

Maciej Jan Meyer urodził się w Lidzbarku Warmińskim. O jego młodości wiadomo niewiele. Nie znamy nawet dokładnej daty jego urodzenia.

Wiadomo natomiast, że zanim stał się cenionym malarzem, pracował w kościele w pobliskim Kraszewie. To właśnie tam około 1718 roku powstały jego pierwsze znane dekoracje malarskie. Jego talent zauważył miejscowy proboszcz, ks. Maciej Berendt, i polecił młodego malarza biskupowi warmińskiemu Teodorowi Potockiemu. Z kolei dzięki jego protekcji artysta wyjechał do Włoch, gdzie zdobywał wiedzę potrzebną do malowania wielkich dekoracji ściennych.

Nie wiadomo dokładnie, gdzie i u kogo się kształcił. Wiadomo jednak, że włoskie doświadczenia mocno wpłynęły na jego późniejszą twórczość. Szczególnie ważne stało się malarstwo iluzjonistyczne, które pozwalało zamienić płaskie sklepienie w pozornie otwartą przestrzeń.

Wszystko wskazuje na to, że po powrocie z Włoch Meyer dokończył polichromię w Kraszewie. Wkrótce miał dostać znacznie większe zlecenia.

Wnętrze kościoła z bogatą organową amboną.
Ruchome organy w Świętej Lipce, fot. Ada Romanowska

Sufit, którego właściwie nie ma

Największym dziełem Meyera stała się Święta Lipka. Artysta rozpoczął tam pracę w 1722 roku. W ciągu kolejnych lat stworzył monumentalną dekorację malarską wnętrza kościoła. Później wrócił do Świętej Lipki jeszcze w latach 30. XVIII wieku, by pracować przy dekoracji krużganków i kaplic.

- Dzieło Mejera w kościele jezuitów w Świętej Lipce należy do najwspanialszych zachowanych do naszych czasów przykładów malowideł iluzjonistycznych z XVIII w. na terenach Rzeczypospolitej — podkreśla Andrzej Stoga w artykule „Iluzjonistyczne malowidła Macieja Meyera w Świętej Lipce i ich znaczenie w sztuce polskiej XVIII w.” — W Polsce w XVI i XVII w. nigdy nie nadawano fikcyjnej architekturze dominującej roli w dekoracji ani też wielkiej skali, stało się to dopiero udziałem Meyera.

To właśnie tutaj najlepiej widać jego najważniejszy artystyczny znak rozpoznawczy – kwadraturę.

Nie chodziło o zwykłe ozdabianie ścian. Meyer malował tak, aby widz stojący na dole miał wrażenie, że prawdziwa architektura świątyni ciągnie się dalej. Pojawiają się malowane balustrady, kolumny, podziały architektoniczne i otwierające się ku górze przestrzenie.

- Oto dzięki kwadraturze nawa główna wydaje się być o wiele wyższa, niż jest w rzeczywistości. Iluzję tę tworzą trzy harmonijnie współgrające motywy kompozycji; są to: iluzjonistyczne wsporniki; szerokie pasy podsklepienne przypominające balkony, i przerzucone w poprzek sklepienia; fikcyjne kolumny i gzymsowania — tłumaczy Andrzej Stoga. — Zdumiewa konsekwencja i logika, z jaką Meyer wykreśla owe iluzjonistyczne struktury.

Kwadratura nie była wynalazkiem Meyera. Miała wcześniejszą tradycję w sztuce europejskiej, a w XVIII wieku ogromne znaczenie miały włoskie wzory, zwłaszcza twórczość Andrei Pozza. Meyer przejął te doświadczenia i nadał im własną formę. W polskiej sztuce jego realizacje należały do najbardziej rozbudowanych przykładów tego rodzaju malarstwa. Ich wpływ był widoczny także w późniejszych dekoracjach świątyń.

Wnętrze bogato zdobionego kościoła.
Wnętrze kościoła w Świętej Lipce, fot. Ada Romanowska

Małe oszustwo

Meyer oszukiwał wzrok z niemal matematyczną precyzją. W nawie głównej Świętej Lipki znajduje się punkt, z którego jedna z iluzjonistycznych kopuł prezentuje się najlepiej. Nie widać jej całej – część konstrukcji została celowo zasłonięta. Dzięki temu widz ma wrażenie, że kopuła jest znacznie większa, niż pokazuje namalowany fragment. Jak zauważa Andrzej Stoga, Meyer tak zaprojektował kompozycję, aby widoczna część czaszy sugerowała istnienie znacznie większej konstrukcji. Co więcej, zmiana miejsca, z którego patrzymy, może całkowicie zmienić efekt. Iluzja nie jest więc przypadkowym efektem dekoracji. Została precyzyjnie podporządkowana perspektywie i temu, jak widz porusza się po wnętrzu świątyni.

Człowiek w niebieskiej kamizelce

Artysta zostawił w Świętej Lipce coś jeszcze. Siebie. W jednym z malowideł, w pobliżu organów, można odnaleźć jego własny wizerunek. Meyer przedstawił się w niebieskiej kamizelce, z zawiniętymi rękawami i pędzlem w ręce. To jeden z najbardziej osobistych szczegółów całej świętolipskiej dekoracji.

Nie jest to zresztą jedyny autoportret przypisywany Meyerowi. Drugi jego wizerunek znajduje się w prawym dolnym rogu obrazu „Chrystus nauczający w świątyni”.

Z Warmii do Włoch i z powrotem

Podróż do Włoch była dla Meyera czymś więcej niż artystyczną wycieczką. To właśnie tam poznał rozwiązania, które później wykorzystał na Warmii. Nie wszystko jednak kopiował.

W jego malarstwie włoskie inspiracje spotkały się z miejscową tradycją. Dobrym przykładem jest kaplica Salwatora  „kaplica szembekowska” przy katedrze we Fromborku, wykonana około 1735 roku na zlecenie biskupa Krzysztofa Andrzeja Jana Szembeka.

Jej kopułę wypełnia scena adoracji Trójcy Świętej i Krzyża Świętego przez Matkę Boską i świętych. W dekoracji pojawia się charakterystyczne dla Meyera połączenie rzeczywistej architektury z architekturą namalowaną.

Co ciekawe, badacze wskazują konkretne włoskie źródła inspiracji dla tego dzieła. Układ dekoracji kopuły nawiązuje do fresków Pietra da Cortony w rzymskim kościele Santa Maria in Vallicella.

Meyer nie ograniczał się więc do lokalnych wzorów. W jego dziełach wyraźnie widać przetworzone inspiracje włoskim malarstwem iluzjonistycznym.

Kościół pw. św. Antoniego w Wozławkach, polichromia kaplicy św. Brunona pędzla Macieja Jana Meyera, fot. M. Domino/zabytek.pl

Nie tylko Święta Lipka

Święta Lipka jest jego najbardziej znanym dziełem, ale nie jedynym. Meyer pracował także między innymi w Wozławkach i Gnieźnie.

Jego dorobek znamy przede wszystkim z monumentalnych dekoracji ściennych. Obrazy sztalugowe Meyera zachowały się znacznie rzadziej. Jednym z takich dzieł jest „Św. Joachim z Marią”, znajdujący się w zbiorach Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. W literaturze dzieło datowane jest na około 1720 rok.

To pokazuje jeszcze jedną cechę jego twórczości. Meyer nie był wyłącznie „malarzem sufitów”. Potrafił również malować obrazy figuralne, choć to właśnie wielkie dekoracje ścienne przyniosły mu największą sławę.