Zamarznięte tafle jezior od tygodni przypominają deptaki. Choć lód wciąż kusi, ratownicy ostrzegają: to, co z brzegu wygląda na beton, pod wpływem słońca i wiatru zamienia się w kruchą pułapkę. Przekonał się o tym 64-latek z Lidzbarka, którego życie wisiało na włosku.
Zamarznięte tafle warmińskich jezior od tygodni przyciągają miłośników zimowej rekreacji. Od olsztyńskiego jeziora Ukiel, przez Dadaj, Wulpińskie aż po mniejsze akweny w całym regionie – wszędzie widać spacerowiczów, wędkarzy i łyżwiarzy. Choć mróz trzyma, ratownicy ostrzegają: lód bywa złudny, a ostatnie zmiany pogody drastycznie obniżyły jego wytrzymałość.
Lekcja z Lidzbarka
O tym, że lód nie wybacza błędów, przekonał się 12 lutego 64-letni mieszkaniec Lidzbarka Warmińskiego. Podczas spaceru brzegiem jeziora, jego pies wbiegł na lód za kaczkami. Mężczyzna, chcąc ratować czworonoga, ruszył za nim na taflę. Około 30 metrów od brzegu lód załamał się pod ciężarem człowieka.
Finał tej historii, dzięki czujności innego pieszego, okazał się szczęśliwy. Na miejsce błyskawicznie dotarli policjanci – sierż. szt. Adam Osowski i sierż. Jakub Roch. Jeden z funkcjonariuszy czołgał się po lodzie, a drugi go asekurował. Przy użyciu rzutki ratunkowej wyciągnęli 64-latka, który był zanurzony po szyję i spędził w wodzie krytyczne 10 minut. Mężczyzna, będący pod wpływem alkoholu, uniknął śmierci tylko dzięki sprawnej akcji służb i pomocy strażaków z OSP Lidzbark.
Warmińska lista „lodowych” tragedii
To nie pierwszy raz, gdy jeziora wystawiają surowy rachunek za brawurę. Historia regionu to długa lista wypadków, które powinny być dla nas ostrzeżeniem.
Jezioro Dadaj od lat bywa areną skrajnej brawury kierowców. Jednym z głośniejszych przypadków było zatonięcie samochodu terenowego w okolicach Wilim. Lód, który wydawał się solidny, załamał się kilkanaście metrów od brzegu. Kierowca szczęśliwie uratował się, ale wydobycie wraku przez specjalistyczną grupę płetwonurków trwało kilkanaście godzin i kosztowało kilka tysięcy złotych. Podobny incydent wydarzył się z quadem w rejonie półwyspu – oba przypadki wymagały interwencji Inspekcji Ochrony Środowiska, a wycieki płynów eksploatacyjnych groziły wysokimi karami finansowymi.
Mniejsze akweny, takie jak jezioro Limajno czy zbiorniki w okolicach Dobrego Miasta, także potrafią zaskoczyć nawet doświadczonych wędkarzy. Lód w tych miejscach bywa podmywany przez gazy błotne (metan) powstające z gnijącej roślinności. W poprzednich sezonach zdarzały się tu tragiczne wypadki – w jednym przypadku wędkarz wpadł do wody zaledwie 5 metrów od trzcinowiska. Tafla, która wydawała się bezpieczna, przypominała od spodu „ser szwajcarski”, stwarzając śmiertelne zagrożenie.
Na olsztyńskim Ukielu ryzyko ma podłoże techniczne. Palisady i pale przy pomostach akumulują energię słoneczną, przez co lód tuż przy konstrukcjach bywa o 30–50 proc. cieńszy niż na otwartej wodzie. Dochodzi tu do załamań tafli pod spacerowiczami, którzy zbliżają się do nabrzeży, by nakarmić ptaki lub zrobić zdjęcia.
Pułapka pod białym puchem
Obecnie największym wrogiem na Warmii jest śnieg. Zalegająca warstwa działa jak izolator – pod spodem lód nie narasta, lecz „próchnieje”. Najgorszy jest tzw. śniegolód. To mętna, porowata warstwa, która ma o połowę mniejszą wytrzymałość niż czysty, przezroczysty lód. Oznacza to, że 15 cm białego lodu jest słabsze niż 7 cm czarnego. Sytuację pogarszają szczeliny i wypiętrzenia, które na dużych jeziorach są już powszechne.
Do tego odwilż zmienia strukturę lodu w tzw. „szpilki”. Lód traci spójność pionową – nawet jeśli ma 20 cm grubości, pod naciskiem stopy może rozpaść się jak kostki cukru.
Na co uważać na jeziorach?
Na większych akwenach ratownicy odnotowują coraz więcej niebezpiecznych zjawisk:
- Szczeliny i wypiętrzenia: Lód nieustannie pracuje, tworząc pęknięcia, które pod warstwą śniegu są niewidoczne.
- Ujścia rzek: Miejsca, gdzie woda jest w ruchu, zawsze mają cieńszą pokrywę.
- Brawura: Na Mazurach w tym roku odnotowano już próby wjazdu autami na lód, co jest skrajną nieodpowiedzialnością.
ABC bezpieczeństwa na lodzie
Jeśli mimo ostrzeżeń służb decydujesz się na wejście na zamarznięty akwen, musisz przestrzegać rygorystycznych zasad bezpieczeństwa. W starciu z lodowatą wodą o przeżyciu decydują sekundy i przygotowanie techniczne.
- Zasada ograniczonego zaufania: Nigdy nie wchodź na lód samotnie. Druga osoba musi pozostać w bezpiecznej odległości, aby w razie wypadku móc natychmiast wezwać pomoc (numer 112) i podać improwizowany środek ratunkowy (np. gałąź, szalik).
- Weryfikacja grubości i barwy: Największą nośność ma lód przezroczysty (tzw. lód czarny). Przyjmuje się, że minimum 7 cm takiej tafli utrzyma pieszego, a 10–12 cm pojedynczego wędkarza. Lód mętny, biały lub żółtawy (śniegolód) jest nasycony pęcherzykami powietrza i ma o połowę mniejszą wytrzymałość.
- Ekwipunek ratunkowy: Każda osoba wchodząca na lód powinna mieć na szyi kolce ratunkowe (pazurki). Kosztują około 20 zł, a są jedynym skutecznym narzędziem pozwalającym na wbicie się w śliską krawędź przerębla i podciągnięcie klatki piersiowej na taflę.
- Sygnały ostrzegawcze: Głośne trzeszczenie, dudnienie lub pojawienie się wody na powierzchni to sygnał do natychmiastowego odwrotu. W takiej sytuacji nie uciekaj biegiem – połóż się płasko na brzuchu, aby rozłożyć ciężar ciała na jak największą powierzchnię, i czołgaj się w stronę brzegu.
Co robić, gdy lód się załamie?
W przypadku wpadnięcia do wody masz od 2 do 5 minut, zanim szok termiczny i wychłodzenie doprowadzą do paraliżu mięśni (tzw. niezdolności ruchowej).
- Po wyjściu: Nie wstawaj natychmiast. Czołgaj się lub turlaj w bezpieczne miejsce. Dopiero gdy będziesz mieć pewność, że lód jest stabilny, spróbuj wstać i jak najszybciej znajdź ciepłe schronienie.
- Kierunek ewakuacji: Zawsze próbuj wydostać się na lód w tę stronę, z której przyszedłeś. Skoro do tego miejsca tafla cię utrzymywała, jest tam najsolidniejsza.
- Technika wyjścia: Rozłóż ręce szeroko na lodzie. Nie próbuj „wskakiwać” na taflę, bo krawędź będzie pękać dalej. Staraj się powoli wypełznąć na klatkę piersiową, wykonując nogami silne ruchy pływackie (jak żabka).
Warmia oferuje setki kilometrów bezpiecznych ścieżek wokół jezior. Warto z nich korzystać, zamiast ryzykować zdrowie i życie dla skrócenia sobie drogi przez środek akwenu.