Do Olsztyna przyjechał, gdy miasto płonęło, brakowało leków, wody i niemal wszystkiego. Doktor Florian Piotrowski nie czekał jednak na lepsze czasy – zaczął organizować powojenną służbę zdrowia od podstaw.

Cały czas, czy to w internecie, czy podczas różnych spotkań z historią, wracamy wspomnieniami do wydarzeń sprzed 80 lat, gdy na Warmię i do Olsztyna wróciła państwowość polska (choć w innej niż dzisiejsza „szacie” ideologicznej).

Warto zatem poświęcić kilka słów ludziom, którzy szczególnie zaangażowali się w organizację życia w pokojowych warunkach, a że łatwo nie było – wszyscy wiemy.

Wileńskie początki

Florian Piotrowski przyszedł na świat 30 listopada 1898 roku w mieście zamieszkałym na przełomie XIX i XX wieku przez Polaków, czyli w Petersburgu.

W grodzie nad Newą ukończył szkołę średnią, a następnie – już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości – osiadł w Wilnie. Zaczął od studiów biologicznych, które łączył z pracą nauczyciela, by potem przenieść się na medycynę.

Florian Piotrowski ukończył Wydział Lekarski Uniwersytetu Stefana Batorego (USB), otrzymując dyplom 17 sierpnia 1931 roku. Pracę zaczął niemal dwa tygodnie później w Poradni Przeciwgruźliczej w Wilnie.

Szczególnie owocne, jeśli chodzi o dorobek zawodowy Piotrowskiego, okazały się lata 1934–1939, kiedy to pracował w Klinice Chirurgicznej USB i rozwijał się pod kierunkiem słynnego profesora Kornela Michejdy.

Brama wjazdowa do kompleksu Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

W konspiracji

Po wybuchu II wojny światowej trzeba było jakoś dostosować się do panujących na Wileńszczyźnie zmiennych realiów. W ciągu 5 lat region ten doświadczył bowiem działań aż trzech okupantów.

W poczynaniach doktora nic to jednak nie zmieniło. Cały czas niósł pomoc potrzebującym, lecząc i otaczając opieką chorych w szpitalu św. Józefa, szpitalu dla jeńców wojennych oraz przychodni chirurgicznej.

Wyróżnikiem osobowości doktora Piotrowskiego był niewątpliwie patriotyzm. Powodowany troską o losy kraju i odzyskanie suwerenności, Piotrowski zaangażował się w działalność ruchu oporu. Do ojca dołączyli także dwaj synowie – Janusz i Jerzy. Najstarszy – Janusz – poświęcił życie dla ojczyzny. Ranny w nogę podczas zasadzki na niemieckiego generała pod Jaszunami nie zdołał uciec i został bestialsko zakłuty bagnetami przez żołnierzy niemieckich.

Cmentarz wojskowy na wileńskiej Rossie – miejsce spoczynku Janusza Piotrowskiego (1926–1944), źródło: Wikimedia Commons

Mimo tragicznych przeżyć związanych ze śmiercią syna Piotrowski nadal pracował na rzecz Armii Krajowej, udzielając w niewielkim szpitalu polowym koło Turgiel pomocy rannym partyzantom.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Wilna w lipcu 1944 roku Piotrowskiemu, dzięki dobrym kontaktom z radzieckimi oficerami, udało się uniknąć wywózki do Kaługi. Nie mógł pozostać jednak długo w Wilnie, ponieważ jako aktywny członek ruchu oporu znalazł się w orbicie zainteresowań NKWD. Miał świadomość, że nie „kupi” sobie wolności samogonem i pomocą medyczną udzielaną sowieckim „bojcom”. Stąd też, gdy pojawiła się możliwość opuszczenia ukochanego miasta, nie wahał się ani chwili, aby to zrobić.

Z Białegostoku – do Olsztyna

W styczniu 1945 roku Piotrowski wraz z rodziną opuścił Wilno, udając się do Białegostoku. Tam skierował się do wojewody białostockiego, a jednocześnie swojego kolegi z czasów studenckich – Jerzego Sztachelskiego. Ten z kolei, znając fachowość Piotrowskiego, powierzył mu misję zorganizowania służby zdrowia w Allenstein, który powoli przeistaczał się w Olsztyn.

Prawdziwi pionierzy

Do stolicy Warmii i Mazur Piotrowski dotarł 19 lutego 1945 roku wraz z grupą polskich kolejarzy z Białegostoku. Pomimo lutowej aury w powietrzu nie czuć było zimna, ponieważ przez miasto przetaczały się łuny pożarów. To zdobywcy spod znaku czerwonej gwiazdy, ale też i bandy szabrowników podpalały i niszczyły znienawidzone mienie niemieckie.

Kleik – panaceum

Florian Piotrowski z ogromnym zapałem zabrał się do pracy. Pierwszym poważnym wyzwaniem stało się zahamowanie rozprzestrzeniających się wśród ludności chorób zakaźnych. Doktor Piotrowski, chcąc ulżyć swoim pacjentom, zdobywał leki, przeszukując opuszczone niemieckie szpitale wojskowe, dawne apteki oraz prywatne mieszkania niemieckich lekarzy.

Dodatkowy problem stanowił brak wody pitnej. Ta, która była dostępna, pomimo przegotowania i odcedzania nie nadawała się do użytku, a jej wypicie powodowało zatrucie pokarmowe. Nie mając leków i wody pitnej, w celu powstrzymania biegunki Florian Piotrowski przygotowywał swoim pacjentom kleik ryżowy z ziarna otrzymanego od radzieckich władz wojskowych i aplikował go im w warunkach domowych.

Dzielna Włada

W tym miejscu warto wspomnieć o żonie doktora Floriana – Władysławie Piotrowskiej, która podobnie jak mąż pochodziła z Wileńszczyzny, gdzie pracowała jako położna. Po przybyciu do Olsztyna 23 lutego 1945 roku dzielnie wspierała męża, przyjmując porody zarówno w domach, jak i na ulicach. Niejednokrotnie również sama zajmowała się noworodkami, chcąc wspomóc kobiety pozbawione przez wojnę rodzin. W tym okresie, za swoją pracę, pani Władysława często nie otrzymywała wynagrodzenia, pomimo obietnic dyrekcji kolei zapłaty za każdy odebrany poród kwoty tysiąca złotych.

Starsza kobieta w czerwonym swetrze siedzi na kanapie.
Władysława Piotrowska (1911–2016) – jedna z pierwszych położnych w powojennym Olsztynie, fot. Anna Minkiewicz-Zaremba (Radio Olsztyn)

Lekarski tandem

Dużą przeszkodę w udzielaniu podstawowej pomocy lekarskiej stanowiły wspomniane już przeze mnie, grasujące po mieście, bandy szabrowników. Początkowo doktor Piotrowski realizował wizyty domowe, docierając do pacjentów pieszo.

Z czasem jednak do Olsztyna przybywało coraz więcej osadników, uruchamiano kolejne instytucje publiczne, miasto powoli budziło się do życia. Nie sposób było więc obsłużyć wzrastającą liczbę potrzebujących pomocy lekarskiej, poruszając się na własnych nogach.

Dlatego doktor Florian postarał się o rower. Niestety nie zawsze po zakończonej wizycie zastawał swój jednoślad tam, gdzie go pozostawił. Z czasem lekarz dysponował już dwoma tego typu środkami lokomocji, a podczas odwiedzin u chorych w domach towarzyszył mu syn Romuald, którego rola sprowadzała się przede wszystkim do pilnowania rowerów.

Olsztyńscy lekarze do dziś wspominają żart Romualda Piotrowskiego, który określał siebie mianem „pierwszego powojennego kierowcy olsztyńskiego pogotowia ratunkowego”.

Organizator szpitali

Do dorobku doktora Floriana Piotrowskiego zaliczyć trzeba uruchamianie pierwszych olsztyńskich szpitali i przychodni. Na przełomie marca i kwietnia 1945 roku, w barakach przy dzisiejszej ulicy Wyspiańskiego, nieopodal „najbardziej wileńskiego z olsztyńskich kościołów”, dzięki staraniom doktora Piotrowskiego i doktora Stanisława Flisa otwarto Szpital Kolejowy.

Budynek z kolumnami i dachem o dwóch spadkach
Kościół Chrystusa Króla w Olsztynie – w budynkach klasztornych ulokowano od 1945 r. szpital, źródło: Franciszkanie z Zatorza – strona internetowa parafii

W praktyce pracujący w tej placówce personel udzielał pomocy nie tylko pracownikom kolei, ale każdemu, kto jej potrzebował. W szpitalu brakowało wszystkiego. Lekarze-pionierzy znanymi tylko sobie sposobami kompletowali sprzęt medyczny, zabezpieczali pościel i lekarstwa. Z przekazów Władysławy Piotrowskiej wynika, że łóżka szpitalne sprowadzała nawet z Kętrzyna i Giżycka. W maju 1945 roku komfort pracy personelu szpitala uległ poprawie z racji doprowadzenia prądu.

Miesiąc później doktor Piotrowski przeniósł się do Przychodni Ubezpieczalni Społecznej, a w okresie od 1 września 1945 roku do 31 października 1950 roku pracował na oddziale chirurgicznym Szpitala Wojewódzkiego (czyli obecnego miejskiego).

Palec Langowskiej

Z funkcjonowaniem Floriana Piotrowskiego w Szpitalu Wojewódzkim wiąże się jedno z najważniejszych wydarzeń w powojennej historii olsztyńskiej medycyny.

20 stycznia 1946 roku doktor Piotrowski dokonał amputacji lewej stopy autochtonki Wiktorii Langowskiej. Była to pierwsza operacja w powojennym Olsztynie. Jej rocznica do dzisiaj obchodzona jest w olsztyńskim środowisku lekarskim. W ramach tych obchodów lekarze odwiedzają groby zmarłych kolegów, wymieniają się zdobytymi doświadczeniami, a dzień kończy uroczysta kolacja organizowana co roku przez przedstawicieli innej specjalności chirurgicznej.

Do końca życia – w pracy

Ważny etap w życiu zawodowym Floriana Piotrowskiego stanowiła Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego. Jako lekarz dyżurny pracował w niej od 1 listopada 1950 roku, a w latach 1955–1961 sprawował funkcję dyrektora tej placówki. Tak naprawdę nigdy nie przeszedł na emeryturę. Zmarł 16 listopada 1973 roku na zawał serca na dyżurze. Za życia został uhonorowany m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i odznaką „Zasłużony dla Warmii i Mazur”. Jego imię nosi jedna z ulic na olsztyńskich Jarotach.

Takich ludzi jak Florian Piotrowski czy opisywani wcześniej przeze mnie Aleksander Zubelewicz, Kazimierz Goebel czy Wacław Stankiewicz było dużo więcej. Często mieszkamy przy ulicach noszących ich imiona, właściwie nie wiedząc, kim byli. Dlatego warto o nich przypominać i przybliżać ich sylwetki współczesnym mieszkańcom Warmii i Mazur.