Warmia kojarzy się z ciszą, jeziorami i spokojnymi drogami między lasami. Ale statystyki nie mają sentymentów. Tam, gdzie krajobraz uspokaja, kierowcy… przyspieszają. Gdzie najczęściej?

Lubimy szybką jazdę – na prostych, pozornie bezpiecznych odcinkach często ulegamy złudnemu poczuciu kontroli. Ta skłonność do dociskania gazu znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie w danych systemu CANARD.

Na Warmii prędkość jest jednak szczególnie zdradliwa. Historyczne, gęste aleje przydrożne nie zostawiają marginesu na błąd – tuż za linią asfaltu rosną drzewa, które przy dużej prędkości stają się śmiertelną przeszkodą. Dodatkowym czynnikiem jest dzika zwierzyna — łosie i sarny regularnie przecinają te trasy. A jeśli jedziemy przez wsie i miasteczka, gdzie najczęściej stoją radary, przy nadmiarze kilometrów na liczniku czas na reakcję skraca się do zera.

Warmińskie „gorące punkty”

Prawdziwym warmińskim rekordzistą jest odcinkowy pomiar prędkości na DK16 między Gietrzwałdem a Nagladami. W 2025 roku system zarejestrował tam aż 1580 wykroczeń.

To klasyczny przykład trasy, która „niesie”. Droga jest tam szeroka, ma dobrą nawierzchnię i wydaje się bezpieczna. Kierowcy często zapominają, że system wylicza średnią, a nie prędkość chwilową, co skutkuje rekordową liczbą mandatów.

Innym „gorącym” miejscem na Warmii jest Trękusek, niewielka miejscowość w gminie Purda przy DK53. W 2025 roku fotoradar w Trękusku zarejestrował 1194 przypadki przekroczenia prędkości, co czyni go jednym z najczęściej „łapiących” kierowców punktów w regionie.

To wąskie gardło na trasie w kierunku Szczytna. Psychologia kierowcy działa tu brutalnie: po wyjeździe z Olsztyna chcemy jak najszybciej dotrzeć do celu, a Trękusek „przerywa” tę dynamikę. 1194 naruszenia to sygnał, że znaki o terenie zabudowanym są tam traktowane jedynie jako sugestia.

Z kolei w Nowej Wsi przy DK51 (powiat lidzbarski) radar zarejestrował aż 551 przypadków przekroczenia prędkości – to jeden z najwyższych wyników w tej części regionu.

Również w Dywitach pod Olsztynem — przy DK51- urządzenie wykryło 355 naruszeń. Choć to teren zabudowany, wielu kierowców wjeżdżających do miejscowości nie redukuje prędkości do przepisowych 50 km/h.

Olsztyński paradoks

Co ciekawe, na tle tych „szybkich” tras wylotowych, sam Olsztyn prezentuje zupełnie inny problem. Stolica Warmii obecnie nie posiada ani jednego fotoradaru mierzącego prędkość, jednak brak ten nie oznacza braku nadzoru. Jedyny automatyczny system w mieście, działający na skrzyżowaniu ulic Tuwima, Synów Pułku i Sikorskiego, skupia się na innym, równie niebezpiecznym zjawisku – wjeździe na czerwonym świetle. Skala problemu jest tu ogromna: w samym 2025 roku system wykrył aż 1717 naruszeń. Pokazuje to dobitnie, że o ile poza miastem gubi nas prędkość, o tyle w samym Olsztynie największym wyzwaniem dla bezpieczeństwa jest brawura na skrzyżowaniach i ignorowanie podstawowych zasad ruchu.

A jak sytuacja wygląda w województwie?

Choć to na Warmii koncentruje się duża część ruchu przelotowego, statystyczny rekord całego województwa warmińsko-mazurskiego padł jednak na Mazurach. Prawdziwym „czarnym punktem” w statystykach okazała się miejscowość o złowieszczej nazwie Zgon (DK58), gdzie fotoradar zarejestrował aż 1782 wykroczenia. Niewiele lepiej wypadł mazurski odcinkowy pomiar prędkości na trasie Piecki – Gwiazdowo (DK59) z wynikiem 1036 naruszeń. Te liczby jasno dowodzą, że niezależnie od tego, czy jedziemy przez warmińskie aleje, czy mazurskie lasy, chwila nieuwagi w starciu z systemem nadzoru – i naturą – kosztuje bardzo słono.

Gdzie staną nowe urządzenia?

Łącznie w 2025 roku urządzenia w całym województwie zarejestrowały ponad 17 tysięcy wykroczeń. W tym jest 12 859 zdjęć z radarów. Ta liczba wkrótce może wzrosnąć, bo sieć kontroli dynamicznie się powiększa. W planach inwestycyjnych jest instalacja siedmiu nowoczesnych fotoradarów, które pojawią się w Dobrym Mieście, Bartoszycach, Iławie, Szczytnie, Mintach oraz Nartach. Dla kierowców z „ciężką nogą” podróż przez krainę jezior wkrótce stanie się znacznie trudniejsza i… znacznie kosztowniejsza.

Ile to kosztuje?

Za przekroczenie prędkości w Polsce grożą mandaty od 50 zł do nawet kilku tysięcy złotych, w zależności od tego, o ile kilometrów na godzinę kierowca przekroczył limit. Za 10 km/h powyżej dopuszczalnej prędkości zapłacimy 50 zł, za 31–40 km/h – już 800 zł, a powyżej 70 km/h kara może sięgnąć nawet 2500 zł. Do tego dochodzą punkty karne – od 1 punktu przy niewielkich naruszeniach do 15 punktów przy największych przekroczeniach. Przekroczenie prędkości o 50 km/h lub więcej w terenie zabudowanym grozi również automatycznym zawieszeniem prawa jazdy na 3 miesiące, co sprawia, że fotoradary i odcinkowe pomiary prędkości nie tylko rejestrują wykroczenia, ale realnie dyscyplinują kierowców.