Polska szkoła, Sachsenhausen, Wehrmacht i Sejm PRL. Edward Turowski to warmiński nauczyciel, w którego biografii jak w soczewce skupiły się paradoksy XX wieku.
W okresie międzywojennym południowa Warmia była swoistym „zagłębiem” działaczy ruchu polskiego. To w Gryźlinach mieszkali Baczewscy, a w podolsztyńskim Tomaszkowie Boenigkowie oraz Turowscy. To właśnie z tej ostatniej rodziny pochodzili nauczyciele – Edward i Paweł. Dzisiaj poznamy historię młodszego z braci – Edwarda.

Z Warmii do Galicji
21 października 1904 roku, w rodzinie cieśli Józefa Turowskiego i Karoliny z Duliszewskich, przyszedł na świat kolejny syn – Edward. Jak się później okazało, poszedł w ślady starszego brata Pawła i został nauczycielem. Aby zdobyć potrzebne wykształcenie, wyruszył z pozostającej w granicach państwa niemieckiego Warmii do dalekiego województwa lwowskiego odrodzonej Rzeczypospolitej.
W gimnazjum w Stryju
Edward Turowski ukończył pięć klas w gimnazjum w Stryju – szkoły, która była chlubą tego miasta.
Placówka powstała w 1873 roku, a w źródłach możemy przeczytać, że wyróżniała się nowoczesnym wyposażeniem. W szkole urządzono specjalne klasy (wówczas gabinety): przyrodniczy, fizykalny i chemiczny, geograficzno-historyczny oraz archeologiczny.
O renomie stryjskiego gimnazjum świadczy również fakt, że w gronie jego absolwentów można znaleźć wiele do dziś rozpoznawalnych postaci. Wspomnieć warto chociażby Kornela Makuszyńskiego – poetę, felietonistę i pisarza, który z właściwym sobie poczuciem humoru opisywał szkolne lata, autora m.in. słynnych „Przygód Koziołka Matołka”, poetę Kazimierza Wierzyńskiego czy późniejszego profesora Politechniki Lwowskiej oraz premiera Rzeczypospolitej – Kazimierza Bartla.

Z „kuźni” do „kuźni”
Można powiedzieć, że z jednej znakomitej kuźni kadr, czyli gimnazjum w Stryju, Edward Turowski trafił do kolejnej – miejsca tak ważnego dla Mazur i Warmii – Seminarium Nauczycielskiego w Działdowie.
Była to jedyna placówka w przypadającej Polsce części Mazur kształcąca nauczycieli. O randze i znaczeniu zawodu nauczyciela w warunkach ówczesnej Warmii, którego charyzma dalece „wybiegała” poza ściany przysłowiowej klasy, mogliśmy przekonać się, analizując chociażby historię polskich szkół.
Młodzież uczęszczająca do Seminarium Nauczycielskiego zdobywała nie tylko niezbędne wykształcenie, ale także działała w harcerstwie czy opiekowała się Muzeum Mazurskim w Działdowie. Edward Turowski działdowskie seminarium ukończył w 1927 roku i przez kolejne dwanaście miesięcy pracował w pobliskim Hartowcu.
Powrót na Warmię
Rok 1928 to niezwykle ważna data w historii szkolnictwa polskiego na Warmii. Wówczas to ziściły się marzenia dwóch pokoleń i dzięki zaangażowaniu m.in. Jana Baczewskiego język polski wrócił do szkół. Istniało zatem zapotrzebowanie na sprawnych organizatorów i nauczycieli.
Nie ulega wątpliwości, że Edward Turowski idealnie nadawał się do tej roli – młody, z solidnym wykształceniem, a także – co później okazało się istotne – z niemieckim paszportem w kieszeni.
Najpierw, od sierpnia 1928 roku do 10 kwietnia 1929 roku, Turowski kierował Polsko-Katolickim Towarzystwem Szkolnym w Olsztynie, czyli organizacją, która de facto „uruchomiła” polskie szkoły na południowej Warmii.
Między młotem a kowadłem
10 kwietnia 1929 roku Turowski objął kierownictwo szkoły w Nowej Kaletce – otwartej w „pierwszym rzucie” wraz ze szkołami w Gietrzwałdzie, Chaberkowie i Sząfałdzie. W okresie od października 1932 roku do Wigilii 1935 roku pracował w szkole w Giławach. Co ciekawe, właśnie ze względu na posiadany paszport niemiecki Edward Turowski w pewien sposób „uratował” niewielką placówkę w Giławach. Zastąpił bowiem Tomasza Setnego – nauczyciela pochodzącego z Wielkopolski, który „podpadł” władzom niemieckim.
Swoją drogą obsadzanie stanowisk nauczycielskich, unikanie przy tym szykan Niemców i lawirowanie między władzami oświatowymi, dobrem lokalnej społeczności a codziennym funkcjonowaniem szkół wymagało dużej odporności psychicznej i znajomości miejscowych realiów. Było to, tak jak wyżej napisałem, położenie między przysłowiowym młotem a kowadłem.
Kierownictwo Polsko-Katolickiego Towarzystwa Szkolnego wybrało najprostsze rozwiązanie patowej sytuacji. Turowski i Setny po prostu zamienili się miejscami. Setny powędrował do Nowej Kaletki, gdzie społeczność polska miała większą siłę przebicia, a Edward Turowski wylądował w Giławach.

„Prezent” gwiazdkowy
W 1935 i 1936 roku Edward Turowski otrzymał od władz niemieckich dwa „prezenty”. Najpierw został pozbawiony prawa nauczania, a w grudniu 1936 roku administracyjnie wydalony z Prus Wschodnich. Można powiedzieć, że do wybuchu II wojny światowej „tułał się” po terenie ówczesnego państwa niemieckiego. Przez dwa miesiące pracował w szkole polskiej w Jemielnicy na Opolszczyźnie, by ostatecznie w marcu 1937 roku trafić do Bremy, gdzie prowadził działalność kulturalno-oświatową wśród tamtejszej Polonii. Właśnie na północy Niemiec zastał go wybuch II wojny światowej.
Epizod w obozie i niemiecki mundur
Wojenne losy nauczycieli szkół polskich na Warmii były do siebie bardzo podobne. Najpierw aresztowanie – w przypadku Turowskiego 28 września 1939 roku – i oglądanie świata zza drutów w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, później – gdy potrzebne było „mięso armatnie” – wcielenie do Wehrmachtu. Szczęśliwie wojenną hekatombę udało mu się przeżyć.
W szkole i w polityce
Po wojnie Edward Turowski powrócił do Tomaszkowa, gdzie od 1946 roku kierował szkołą podstawową. Podobnie jak wielu innych przedwojennych działaczy ruchu polskiego na Warmii trafił także do polityki. Był radnym Powiatowej i Wojewódzkiej Rady Narodowej w Olsztynie, a w latach 1952–1956 posłem na Sejm PRL. Nie należał jednak do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, ale do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego.
Ważny element działalności Turowskiego stanowiła także aktywność w strukturach Frontu Narodowego – masowej organizacji, która prowadziła przede wszystkim działania propagandowe. To właśnie FN odpowiadał za pochody, zebrania – tzw. masówki – czy inne uroczystości państwowo-partyjne. Edward Turowski był szefem wojewódzkich struktur Frontu Narodowego w Olsztynie.
Pamięć
Edward Turowski – podobnie jak inni nauczyciele szkół polskich na Warmii – jest patronem jednej z ulic na olsztyńskim osiedlu Nagórki. Historia zatoczyła pewne koło, bowiem przy ulicy jego imienia mieści się Szkoła Podstawowa nr 12. Nauczyciel przeżył niespełna siedemdziesiąt lat – zmarł w rodzinnej wsi 2 kwietnia 1972 roku.