Pałac w Łężanach miał być miejscem spotkań z historią. Dziś coraz częściej staje się świadkiem jej niszczenia. Opiekunowie obiektu mówią wprost: skala dewastacji rośnie, a przyszłość udostępniania pałacu zwiedzającym stoi pod znakiem zapytania.
Pałac w Łężanach od lat przyciąga miłośników historii, architektury oraz spacerów po wyjątkowych wnętrzach. Organizowane tam spotkania i wycieczki miały być okazją do poznania miejsca, które — choć naznaczone historią — wciąż wymaga troski i szacunku. Dziś jednak opiekunowie obiektu biją na alarm: coraz częściej dochodzi do aktów dewastacji, które stawiają pod znakiem zapytania dalsze udostępnianie pałacu zwiedzającym.
- Serce rozpada się nam na drobne części, kiedy ktoś świadomie postanawia niszczyć część naszego pałacu – piszą opiekunowie. – Dziś emocje biorą górę. I chyba po raz pierwszy naprawdę głośno wybrzmiewa myśl, że dla dobra pałacu być może trzeba będzie wycofać się z jego udostępniania. To bardzo trudna decyzja, bo wierzyliśmy, że wspólnie możemy to miejsce chronić i tworzyć.
Jednym z ostatnich przykładów jest zniszczona balustrada z rzeźbą kontradmirała — detal, który przetrwał dekady, a został uszkodzony przez jednego z gości. Jak podkreślają opiekunowie pałacu, podobne sytuacje zdarzają się coraz częściej, a nowe zniszczenia pojawiają się niemal po każdym wydarzeniu.
Pałac, którego nie zniszczyła wojna
Historia pałacu w Łężanach sięga XIX wieku. Rezydencja przez lata była siedzibą pruskiej arystokracji, a po II wojnie światowej — podobnie jak wiele warmińskich majątków — wielokrotnie zmieniała swoje funkcje i właścicieli. Co istotne, pałac przetrwał przejście frontu oraz wkroczenie Armii Czerwonej, co w regionie wcale nie było oczywistością.
– Pałac stoi ponad sto lat, nawet Armia Czerwona go nie ruszyła… Wystarczyło wpuścić „wycieczki” – pisze jedna z komentujących, nie kryjąc oburzenia. – Brak mi słów na takie chamstwo i dewastację.
– Byłam świadkiem, jak dorosły mężczyzna skrobał paznokciem politurę ze stołu. Nie reagował na wielokrotne upomnienia – relacjonuje inna osoba. – Może trzeba od razu dokumentować zniszczenia i zgłaszać je odpowiednim służbom, skoro część społeczeństwa nie dorosła do obcowania z zabytkami.
– Ktoś tłucze się po dziurawych drogach, kupuje bilet, żeby potem dać taki „popis”? Po co? – pyta kolejna komentująca. – Można strugać w drewnie w zaciszu własnego domu.
– To już kolejny przypadek wyrycia napisów na drewnianych elementach – dodaje inna osoba. – Niedawno powybijano szyby w pałacu. Co się dzieje z tymi ludźmi?
Dla wielu osób to gorzka ironia historii: obiekt, który ocalał w czasach wojny, dziś niszczony jest przez ludzi przychodzących tam z własnej woli — często bez refleksji, że mają do czynienia z zabytkiem, a nie zwykłą przestrzenią użytkową.
W dyskusji pojawiają się jednak także głosy studzące emocje i wskazujące na potrzebę systemowych rozwiązań.
– Trzeba szukać rozwiązań i wzmocnić kontrolę, a nie od razu rezygnować i zamykać obiekt – podkreśla jeden z komentujących. – To pałac UWM, przez lata był zamknięty i w każdej chwili może zostać ponownie zamknięty. Zamiast stać się zabytkiem o europejskiej skali — zadbanym, doinwestowanym i przyciągającym turystów z kraju i zagranicy — wciąż wymaga wielu prac. Potencjał jest ogromny, także w otaczających go budynkach.
Warmia zmaga się z dewastacją zabytków
Problem niszczenia dziedzictwa kulturowego nie dotyczy wyłącznie Łężan. Na Warmii coraz częściej okazuje się, że nie potrafimy być tylko widzami — musimy dotknąć, skrobnąć, dopisać coś od siebie. Efektem są sygnały o dewastacji zabytków: od nielegalnych napisów na murach, przez drobne, lecz trwałe uszkodzenia wnętrz, po niszczenie elementów otoczenia historycznych obiektów.
W Lidzbarku Warmińskim odnotowywane są zniszczenia infrastruktury w sąsiedztwie zamku biskupów warmińskich. Dotyczą one m.in. tablic informacyjnych, oświetlenia oraz elementów małej architektury na bulwarach i trasach spacerowych — przestrzeni przeznaczonych do rekreacji i udostępnionych mieszkańcom oraz turystom.
Problem niszczenia dziedzictwa kulturowego widoczny jest również w Olsztynie. W ostatnim czasie celem wandali stał się zamek kapituły warmińskiej, uznawany za najcenniejszy zabytek miasta. W kilku miejscach historyczne mury obiektu zostały pomalowane farbą, co wymagało interwencji służb i działań konserwatorskich.
Do niebezpiecznego incydentu doszło także w Biskupcu, gdzie 33-letni mężczyzna próbował podpalić drzwi zabytkowego kościoła. Jak tłumaczył policji, działał pod wpływem emocji po kłótni z sąsiadami.
Jednym z głośniejszych przypadków niszczenia zabytków w regionie była kradzież kamiennych płyt podłogowych z XVIII-wiecznych kaplic sanktuarium w Głotowie. Sprawcy zerwali blisko 100 płyt wykonanych z piaskowca gotlandzkiego, pochodzących z 1726 roku. Ci sami mężczyźni wcześniej odpowiadali przed sądem również za kradzież niemal 100 kamiennych płyt ze zrujnowanego pałacu rodu Dohna w Gładyszach pod Braniewem. Pałac w stylu baroku holenderskiego, pochodzący z początku XVIII wieku, został zaprojektowany przez Jeana de Bodta — architekta znanego m.in. jako twórca pałacu w Poczdamie.
Niszczenie zabytków w Polsce jest przestępstwem. Za uszkodzenie lub zniszczenie obiektu zabytkowego grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia, a także obowiązek naprawienia szkód. Nawet pozornie drobne akty wandalizmu mogą mieć poważne konsekwencje prawne.