„Zostawiam wtedy zupełnie wszystko” – pisze strażak z OSP Orneta. Jego wpis z Facebooka poruszył wielu mieszkańców regionu. Bo bez upiększeń pokazuje, jak wygląda codzienność ochotnika: wyjazdy na sygnale, strach bliskich i ciągłe życie w gotowości.
Kiedy w małym mieście rozlega się dźwięk syreny, dla większości mieszkańców to tylko sygnał, że „coś się stało”. Dla strażaka ochotnika to moment, w którym świat dzieli się na dwie części: tę, którą właśnie zostawia – i tę, do której biegnie.
Na facebookowym profilu pojawiła się poruszająca wypowiedź jednego z druhów OSP Orneta. Opisał to, o czym rzadko mówi się głośno – cenę, jaką płaci rodzina strażaka ochotnika.
- Życie strażaka OSP to nie tylko akcje. To codzienne pogodzenie trzech bardzo ważnych światów: pracy, służby i rodziny. One przeplatają się jak trzy warstwy jednej tożsamości i każda z nich ma swoje emocje, swój ciężar — przyznaje strażak z Ornety. — Moja żona nie mówi mi wiele kiedy zaczyna wyć syrena, ale widzę to… Widzę w jej oczach strach, czasami złość ale i dumę oraz tę cichą modlitwę, bym zawsze wrócił do domu. Córka przytula mnie mocno przed snem, pytając: „Tatusiu, dziś też będziesz ratować? Czy zostajesz dziś już w domu?” A ja odpowiadam: „Tylko jeśli ktoś będzie naprawdę potrzebował pomocy…” i patrzę, jak zasypia spokojna, nie wiedząc, że serce ojca zawsze czuwa. Bo strażak OSP nie gasi tylko ognia, gasi również strach, daje nadzieję, niesie serce i spokój tam, gdzie inni go właśnie w tej chwili bardzo potrzebują…
Bycie strażakiem OSP to nie etat, który kończy się po ośmiu godzinach – to codzienność, w którą siłą rzeczy włączona jest cała rodzina.
- Bo choć to ja biegnę na syrenę do pomocy, pożarów, wypadków i innych zagrożeń życia i zdrowia drugiego człowieka, to oni też idą ze mną, w myślach, w sercu, w lęku i w miłości — podkreśla strażak. — Wiem i zdaję sobie doskonale sprawę że to nie zabawa, wiem że każdy mój wyjazd to ryzyko, że każda minuta może zmienić wszystko… Ale wiem też, że jeśli choć jedno życie drugiego człowieka uda się uratować, że jeśli ktoś dzięki naszej pomocy wróci do swojego domu , rodziny – to zdecydowanie odpowiem wam że wtedy warto..”
OSP – kręgosłup bezpieczeństwa
W Polsce działa ponad 16 tysięcy jednostek OSP, skupiających setki tysięcy druhów. W województwie warmińsko-mazurskim to setki jednostek rozsianych po wsiach i miasteczkach – od Ornety, przez Stawigudę, po najmniejsze gminy regionu. W wielu z nich to właśnie ochotnicy stanowią realny fundament systemu ratowniczego.
Statystyki pokazują, że zdecydowana większość interwencji OSP to nie spektakularne pożary, ale tzw. miejscowe zagrożenia: wypadki drogowe, powalone drzewa, podtopienia, pomoc medyczna przed przyjazdem zespołu ratownictwa. To praca często niewidoczna, ale kluczowa.
I właśnie o tej niewidocznej stronie służby mówi strażak z Ornety. O życiu „pomiędzy”. Pomiędzy etatem w pracy, obowiązkami domowymi a nieprzewidywalnością syreny.

Cena, której nie widać
W medialnych relacjach widzimy najczęściej moment akcji: wozy bojowe na sygnałach, dym, niebieskie światła. Rzadziej mówi się o tym, że każdy taki wyjazd zaczyna się w połowie kolacji, w trakcie rodzinnego spaceru, podczas usypiania dziecka.
„Zostawiam wtedy zupełnie wszystko” – to zdanie nie jest metaforą. Strażak ochotnik nie ma grafiku dyżurów jak w PSP. Jest „pod telefonem” właściwie cały czas. I choć formalnie to służba dobrowolna, psychicznie bywa równie wymagająca jak zawodowa.
W małych społecznościach dochodzi jeszcze jeden wymiar: strażak jedzie często do kogoś, kogo zna. Do sąsiada, kolegi ze szkoły, znajomej rodziny. Emocje nie kończą się wraz z powrotem do remizy.
- Czasami ktoś pyta mnie, czy warto to robić…? Odpowiadam więc: warto. Bo to coś więcej niż obowiązek pomocy każdego człowieka, to pasja, poświęcenie, drugi oddech życia — tłumaczy strażak z Ornety. — Kiedy rozbrzmiewa syrena, zostawiam wtedy zupełnie wszystko: ciepło domu, śmiech dzieci, spojrzenie mojej żony i biegnę tam, gdzie inni uciekają.

Między misją a codziennością
W czasach, gdy wiele mówi się o kryzysie wolontariatu i braku zaangażowania społecznego, OSP pozostaje jednym z najmocniejszych przykładów oddolnej wspólnoty. Strażnice to nie tylko garaże dla wozów bojowych. To miejsca spotkań, szkoleń, wychowywania młodzieżowych drużyn pożarniczych. To przestrzeń, w której kolejne pokolenia uczą się odpowiedzialności.
Wpis strażaka z Ornety to raczej ciche wyznanie człowieka, który wie, że każdy wyjazd „to ryzyko, że każda minuta może zmienić wszystko”. A mimo to – gdy znów zawyje syrena – znów pobiegnie.
Bo jak sam napisał: jeśli choć jedno życie uda się uratować, „to zdecydowanie odpowiem wam, że wtedy warto”.