11 lipca 1920 roku mieszkańcy Warmii i Mazur stanęli przed urnami wyborczymi, od których zależały losy całego regionu. Wynik był dla Polski bolesny, ale same liczby kryją wiele niezwykłych historii – od dwóch głosów w Olecku, przez tysiące głosów w powiecie olsztyńskim, po odważnych mieszkańców wsi, którzy mimo presji wybrali Polskę.

Dla ruchu polskiego na Warmii, Mazurach i Powiślu 11 lipca 1920 roku to data wyjątkowa. Z jednej strony, w przypadku Warmii stanowiła dziejową szansę na powrót w granice Rzeczypospolitej po ponad wieku zaborów, z drugiej zaś do historii przeszła jako dzień symbolicznej i wyraźnej porażki.

Zasada samostanowienia

Decyzją mocarstw podjętą na konferencji wersalskiej to mieszkańcy Prus Wschodnich mieli wrzucić do urn karty i zdecydować, czy wolą mieszkać w państwie niemieckim, czy też znaleźć się w odrodzonym państwie polskim. Wczytując się w zachowane w archiwach dokumenty, w tym skrupulatne statystyki, widzimy dziś wyraźnie, że tamta letnia niedziela była finałem, do którego zwłaszcza Niemcy przygotowali się perfekcyjnie, często nie przebierając w środkach.

Kolosalna różnica

Potężna propaganda, brutalne pobicia, zastraszenia, a także dramatyczna sytuacja geopolityczna Polski, która toczyła wtedy śmiertelny bój z Rosją Sowiecką na przedpolach Warszawy – wszystko to złożyło się na wynik, który w większości powiatów był łatwy do przewidzenia. Łącznie za przynależnością tych obszarów do Niemiec opowiedziało się aż 456 978 osób, podczas gdy za Polską zagłosowało zaledwie 15 451 wyborców. Przyjrzyjmy się, jak głosowanie rozegrało się w poszczególnych powiatach i miastach.

Mapa wyników plebiscytu na terenie Prus Wschodnich, źródło: Archiwum Państwowe w Olsztynie

Olecko: Narodziny „Wiernego Grodu”

W ówczesnym powiecie oleckim wynik głosowania okazał się absolutnym ewenementem i symbolem klęski polskiej akcji plebiscytowej. Przed samym głosowaniem miasto zmieniło się nie do poznania. Przestrzeń publiczną zalały propagandowe hasła akcentujące nierozerwalne więzi z Berlinem, a na ulicach stanęły monumentalne bramy triumfalne. Przez Olecko przetaczały się masowe manifestacje lojalnościowe.

Niska świadomość narodowa części polskojęzycznych Mazurów oraz terror ze strony niemieckich bojówek dały porażający rezultat. Na 28 651 głosujących za Polską opowiedziały się zaledwie dwie osoby – po jednej w Połomie i Kleszczewie. Niemcy uznali to za tak spektakularny dowód wierności, że w 1928 roku, dla upamiętnienia tego wydarzenia, zmienili dotychczasową historyczną nazwę miasta Marggrabowa na Treuburg, czyli Wierny Gród.

Kamień plebiscytowy upamiętniający niemieckie zwycięstwo w Olecku fot. Marek Góryński

Mazurska ściana: Ełk, Pisz i Giżycko

Wschodnia część Mazur okazała się dla polskich działaczy murem nie do przebicia. W powiecie ełckim przewaga opcji niemieckiej była wręcz druzgocąca. Zwolennicy Rzeczypospolitej w poszczególnych wsiach mogli liczyć zazwyczaj na pojedyncze głosy, co w skali całego powiatu dało zaledwie 44 głosy za Polską.

Podobny, tragiczny dla polskiej strony scenariusz ziścił się w powiecie piskim. Tam statystyki odnotowały łącznie 14 polskich głosów, z czego aż 9 padło w samym Piszu. Z kolei w powiecie giżyckim na ponad 29 tysięcy głosów oddanych za Prusami Wschodnimi Polska uzyskała jedynie 9. Cztery z nich padły w ośrodkach miejskich: 3 w Giżycku i 1 w Rynie. Był to drugi najgorszy wynik na całych Mazurach, zaraz po wspomnianym Olecku.

Mrągowo: 25 odważnych

Zachowane w Archiwum Państwowym w Olsztynie statystyki dla powiatu mrągowskiego mają dziś charakter niepełny – urzędnicy pozostawili w nich głównie wykazy osób uprawnionych do udziału w plebiscycie w poszczególnych wsiach. Całościowe wyniki nie pozostawiają jednak złudzeń. Rezultat w tym rejonie był niemal identyczny jak w sąsiednim Piszu czy Ełku. Na ponad 34 tysiące głosujących za przyłączeniem do Polski opowiedziało się tu tylko 25 osób.

Ostróda: Tysiąc głosów nadziei

Na mapie zdominowanych przez opcję niemiecką Mazur powiat ostródzki wyróżniał się zdecydowanie większą dynamiką. To właśnie tutaj, obok powiatu olsztyńskiego, polska strona zdołała przekroczyć symboliczną barierę 1000 głosów. W powiecie ostródzkim zdarzały się enklawy, w których oddawano po kilkadziesiąt głosów za Polską – tak było chociażby w Dąbrównie. W nielicznych miejscowościach odnotowano nawet nieznaczną, lokalną przewagę głosów propolskich, co rozwścieczało organizatorów niemieckich manifestacji plebiscytowych.

Nidzica: 320 głosów na pograniczu

W przygranicznym powiecie nidzickim, według oficjalnych danych, za Polską opowiedziało się 320 mieszkańców. Ruchowi polskiemu udało się wywalczyć przyzwoite, kilkudziesięciogłosowe wyniki w takich miejscowościach jak Kozłowo, podnidzicka wieś Browina oraz Napierki. W samej stolicy powiatu – Nidzicy – za przynależnością do Rzeczypospolitej zagłosowało 17 osób, mimo wszechobecnych niemieckich dekoracji i nacisków w lokalach wyborczych.

Szczytno: Ofiara „Krwawej Środy”

W powiecie szczycieńskim okres przedplebiscytowy stał pod znakiem wyjątkowo aktywnej i ofiarnej działalności środowiska polskiego. Ludność skupiała się wokół Mazurskiego Związku Ludowego oraz Mazurskich Rad Ludowych, a akcją kierował Mazurski Komitet Plebiscytowy z siedzibą w Olsztynie, na którego czele stał ewangelicki biskup Juliusz Bursche. Ważną rolę w budzeniu świadomości odgrywało też pismo „Mazur”.

Pierwsza strona sprawozdania z zajść podczas zebrania Rady Ludowej w Szczytnie, źródło: Archiwum Państwowe w Olsztynie

Niemiecka odpowiedź na te działania była wyjątkowo brutalna. Kulminacją terroru stała się tzw. „Krwawa Środa” – 21 stycznia 1920 roku. To wtedy niemieckie bojówki bestialsko pobiły Bogumiła Linkę, szanowanego rolnika z Wawroch i członka delegacji domagającej się w Wersalu przyłączenia Mazur do Polski. Linka zmarł niespełna dwa miesiące później w szpitalu w Olsztynie. I choć bezpośrednią przyczyną śmierci był nowotwór, to bestialskie pobicie bezsprzecznie przyspieszyło zgon wybitnego działacza.

Ten akt terroru oczywiście nie przeszedł bez echa wśród społeczności polskiej. Ostatecznie na blisko 44 tysiące uprawnionych w powiecie szczycieńskim padło 449 głosów za Polską. Przeważająca większość tego wyniku to głosy mieszkańców wsi. W miastach poparcie było znikome: 15 w Szczytnie oraz 24 głosy w Wielbarku miały jedynie wymiar symboliczny.

Olsztyn i południowa Warmia bastionem polskości

W ówczesnym powiecie olsztyńskim, pomimo zmasowanych szykan, potężnej ofensywy propagandowej i widma sowieckiego triumfu pod Warszawą, polskość stawiła najsilniejszy opór. Padło tu najwięcej głosów za Polską – łącznie blisko 5000.

Pruskie statystyki wskazują, że największe sukcesy odniesiono we wsiach położonych w bliskim sąsiedztwie Olsztyna. W Butrynach, Worytach, Pęglitach, Patrykach czy Nowej Kaletce polskie głosy liczone były w dziesiątkach, a w Wymoju polska opcja uzyskała nawet znaczną, bezdyskusyjną przewagę.

Der Treudank. Dzisiejszy Teatr im. S. Jaracza, źródło: Instytut Północny im. W. Kętrzyńskiego

Choć całościowo nie dało to zwycięstwa, zdecydowana postawa po pierwsze pozwoliła utożsamiającym się z polskością „policzyć szable”, a po drugie dała potężny impuls do prężnego rozwoju ruchu polskiego na południowej Warmii w dwóch kolejnych dekadach.

W samym Olsztynie na nieco ponad 17 tysięcy uprawnionych do głosowania za Polską opowiedziało się 342 wyborców. Centrum miasta było szczelnie udekorowane flagami i transparentami przygotowanymi na świętowanie niemieckiego triumfu.

Warto pamiętać, że na ostateczny sukces Berlina w całym regionie kolosalny wpływ miały setki tysięcy emigrantów – osób urodzonych na tych terenach, a pracujących w Zagłębiu Ruhry, które strona niemiecka masowo i darmowo zwoziła pociągami na dzień głosowania.

Pamiątką tamtego wygranego przez Niemców plebiscytu w przestrzeni Olsztyna stały się wzniesiony niedługo później gmach obecnego Teatru im. Stefana Jaracza (wówczas nazwany Der Treudank) oraz nieistniejący już pomnik w Parku Jakubowo.