Piękne krajobrazy i zadbane miasta przesłoniły niewygodną prawdę. Prusy Wschodnie przez lata zmagały się z biedą, masową emigracją i gospodarczymi problemami, a ostatecznie stały się zapleczem wojennej machiny III Rzeszy.

Kiedy myślimy o Prusach Wschodnich z przełomu XIX i XX wieku, przed oczami stają nam malownicze krajobrazy Mazur, urokliwe warmińskie miasteczka i dostojne zamki. Jednak za tą sielankową fasadą kryła się skomplikowana rzeczywistość ekonomiczna. Odcięta od reszty Niemiec prowincja musiała mierzyć się z masową emigracją, odcięciem od rynków zbytu, a z czasem – z bezwzględną machiną wojenną Hitlera. Jak naprawdę wyglądało gospodarcze serce regionu przed 1945 rokiem?

Wielka ucieczka na Zachód, czyli syndrom „Ostfluchtu”

Choć po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku kraj przeżywał boom przemysłowy, Prusy Wschodnie niemal od razu spadły do roli głębokiej peryferii. Podczas gdy w Zagłębiu Ruhry czy Berlinie jak grzyby po deszczu wyrastały nowoczesne fabryki, tutaj czas płynął wolniej, a krajobrazem rządziło rolnictwo.

Brak perspektyw wywołał lawinę. Region dotknęło zjawisko nazywane Ostfluchtem (ucieczką ze Wschodu). Młodzi ludzie masowo pakowali walizki i wyjeżdżali na zachód Niemiec w poszukiwaniu chleba. Efekt? W latach 1871–1925 prowincję bezpowrotnie opuścił niemal milion mieszkańców! Wysoki przyrost naturalny sprawiał, że rąk do pracy na miejscu wciąż brakowało. Aby ratować wschodniopruskie rolnictwo, właściciele ziemscy musieli ściągać pracowników sezonowych z sąsiedniej Polski, która była rezerwuarem taniej i łatwo dostępnej siły roboczej.

Czarno-białe zdjęcie starszego mężczyzny w okularach.
Michał Lengowski — wyjechał w ramach Ostfluchtu z Warmii do Westfalii, gdzie pracował jako górnik ale powrócił na rodzinną ziemię w 1908 r.

Między wielkim junkrem a biednym chłopem

Krajobraz wiejski Prus Wschodnich był pełen kontrastów. Z jednej strony ponad połowę ziemi uprawnej kontrolowały potężne, bogate majątki junkierskie, liczące powyżej 100 hektarów. Z drugiej strony funkcjonowały karłowate, zacofane gospodarstwa chłopskie, prowadzone w sposób mało wydajny.

Co ciekawe, rolnictwo rolnictwu nie było równe. Regiony północne i zachodnie rozwijały się znacznie szybciej i stały na wyższym poziomie technologicznym niż uboższa, trudniejsza pod względem warunków naturalnych część południowa.

Wojenny kataklizm i zerwane więzi

Prawdziwym wstrząsem dla regionu okazała się I wojna światowa. Prusy Wschodnie były jedyną niemiecką prowincją, na terenie której w latach 1914–1915 toczyły się bezpośrednie, niszczycielskie działania wojenne. Gdy opadł bitewny kurz, przyszedł kolejny cios: odrodzenie państwa polskiego.

Nowe granice polityczne brutalnie przecięły dotychczasowe arterie ekonomiczne. Rolnicy z Prus Wschodnich z dnia na dzień stracili swoje naturalne i niezwykle chłonne rynki zbytu – Wielkopolskę, Pomorze oraz Mazowsze. Wysokie koszty transportu i produkcji sprawiły, że nad tutejszymi gospodarstwami zawisło widmo gigantycznego zadłużenia.

Aby przetrwać, zaczęto zmieniać strukturę upraw. Za czasów Republiki Weimarskiej, gdy ceny żyta i owsa drastycznie spadły, postawiono na pszenicę oraz buraki cukrowe. Zamiast drogich pasz sprowadzanych wcześniej z Rosji karmiono zwierzęta lokalnymi mieszankami zbożowymi. W przededniu II wojny światowej (w 1940 roku) pod same tylko zboża przeznaczano gigantyczny areał ponad 1,4 miliona hektarów, a uprawa ziemniaków zajmowała ponad 310 tysięcy hektarów!

Hodowla na potrzeby frontu

Kiedy w 1933 roku do władzy doszedł Adolf Hitler, wschodniopruska wieś została podporządkowana przygotowaniom do wojny. Gwałtownie wzrosła uprawa roślin przemysłowych i oleistych.

Prawdziwy boom przeżyła jednak hodowla zwierząt, stymulowana sztucznie zawyżanymi przez nazistów cenami i gwarancją zbytu. Masowo rosło pogłowie drobiu, świń, a zwłaszcza owiec. Dlaczego akurat ich? Trzecia Rzesza potrzebowała gigantycznych ilości wełny do produkcji sukna na kożuchy, mundury i płaszcze dla Wehrmachtu oraz policji. Szacuje się, że w 1940 roku po wschodniopruskich pastwiskach biegało ponad 1,8 miliona owiec, ponad 4,3 miliona koni oraz blisko 13 milionów sztuk bydła! Ta wielka machina rolna kręciła się jednak głównie dzięki kroplówce z państwowych funduszy, a w czasie wojny – dzięki darmowej pracy robotników przymusowych.

Przemysł w cieniu rolnictwa

Z powodu braku własnych surowców mineralnych w przemyśle pracowało zaledwie 20 proc. mieszkańców regionu. Fabryki nastawione były głównie na to, czego potrzebował… lokalny rolnik. Królował przemysł drzewny (z wielkimi tartakami w Królewcu i Tylży), spożywczy (młyny, gorzelnie, mleczarnie) oraz budowlany. Ten ostatni rozwijał się świetnie dzięki naturalnym bogactwom prowincji – obfitym złożom gliny, piasku i żwiru. Z kolei w okolicach Mrągowa, Giżycka i Pisza wydobywano wapienie, z których produkowano wapno do budowy szos i cement.

W krajobrazie miast wyróżniały się zakłady metalowe. Królewiec słynął z produkcji lokomotyw, wagonów kolejowych i kotłów parowych. Elbląg z kolei kojarzył się z zakładami Komnickwerke, produkującymi nowoczesne samochody i pługi, oraz ze słynną stocznią Ferdinanda Schichaua.

Portret mężczyzny z białymi włosami
Ferdinand Schichau — przemysłowiec, twórca stoczni w Elblągu, źródło Gedanopedia

Co ciekawe, wielka polityka uderzyła też w tutejsze porty. Po upadku carskiej Rosji port w Królewcu stracił status kluczowego punktu eksportu rosyjskiego zboża i stał się głównie portem odbiorczym dla towarów z głębi Rzeszy. Elbląg natomiast pełnił rolę lokalnego punktu przeładunkowego.

Warto też wspomnieć o regionalnych specjalnościach: rejencja gąbińska była zagłębiem garbarstwa, w Królewcu, Wystruci i Iławie rozwijał się przemysł chemiczny, a w innych częściach prowincji – przemysł tytoniowy oparty na zamorskim surowcu.

Cywilizacyjny skok warmińskich i mazurskich miast

Choć Prusy Wschodnie były regionem rolniczym i peryferyjnym, pod jednym względem mogły imponować – infrastrukturą komunalną. Miasta i miasteczka tej części prowincji, która po 1945 roku znalazła się w granicach Polski, były znakomicie zmodernizowane.

Większość ośrodków miejskich posiadała w pełni rozwiniętą sieć wodociągową. W największych miastach wskaźnik podłączenia budynków do nowoczesnych wodociągów wynosił od 85 do nawet 100 proc. (jedynie w miastach powiatu iławskiego – Iławie, Suszu i Prabutach – wskaźnik ten wynosił około 60 proc.). Bardzo dobrze prezentowała się także nowoczesna sieć elektryczna oraz urządzenia kanalizacyjne, w które wyposażone były niemal wszystkie miasta powiatowe. Chlubnymi wyjątkami na tym tle były jedynie mniejsze ośrodki, takie jak Górowo Iławeckie oraz Pasłęk.

Dawny rynek w Pasłęku (Pr. Holland) – obecnie ulica Bolesława Chrobrego. Koloryzowana pocztówka, 1918 rok

Największą piętą achillesową regionu okazała się natomiast sieć gazowa. Przestarzałe gazownie miejskie znajdowały się wyłącznie w większych miejscowościach i nawet tam ich zasięg był na tyle ograniczony, że nie obejmował wszystkich miejskich zabudowań. Pomimo tych niedoskonałości to solidne, podziemne dziedzictwo techniczne stało się fundamentem, na którym po 1945 roku zaczęło budować się nowe, polskie życie na Warmii i Mazurach.

Geopolityczny klincz. Jaki był bilans pruskiej gospodarki?

Podsumowując gospodarczy obraz dawnych Prus Wschodnich, trudno nie zauważyć, że nowa rzeczywistość polityczna po I wojnie światowej postawiła prowincję pod ścianą. Odcięcie od reszty Niemiec, otoczenie granicami nowych państw narodowych i brak własnego zaplecza surowcowego z góry definiowały ten obszar jako trudny i skazany na dominację rolnictwa.

Czy hitlerowska polityka gospodarcza, oparta na potężnych dotacjach państwowych i przygotowaniach do wojny, uzdrowiła ten region? Mając na uwadze późniejszy kataklizm dziejowy – wybuch II wojny światowej, totalne zniszczenie miast oraz ostateczną utratę Prus Wschodnich na rzecz Polski i ZSRR – sformułowanie jednoznacznej opinii o skuteczności tamtejszych reform ekonomicznych jest niezwykle trudne. Dziś te burzliwe dekady stanowią przede wszystkim fascynujący dowód na to, jak wielka, globalna polityka potrafi w kilka lat całkowicie przemodelować życie codzienne i gospodarkę całego regionu.