W Ignalinie koło Lidzbarka Warmińskiego młodzi pasjonaci skoków narciarskich budują własną, całoroczną skocznię. Zbiórka trwa, a do osiągnięcia celu jeszcze daleka droga.

Na Warmii skoki narciarskie nie są może pierwszym sportem, który przychodzi do głowy. Młodzi mieszkańcy Ignalina chcą jednak to zmienić. Grupa pasjonatów zrzeszona w Polskim Związku Amatorskich Skoków Narciarskich buduje niewielką skocznię, która pozwoliłaby trenować przez cały rok.

Pomysł jest całkiem konkretny. Skocznia ma mieć punkt K na 10. metrze i rozmiar HS wynoszący 13 metrów. Nie będzie więc konkurencją dla Wielkiej Krokwi. Ma być za to miejscem, na którym można regularnie trenować, spotykać się i organizować amatorskie zawody.

Za wykonanie konstrukcji odpowiada 14-letni Michał Chomej, mieszkaniec Ignalina.

Zamiast śniegu – sztuczna nawierzchnia

Największym problemem w przypadku skoków narciarskich na Warmii jest oczywiście zima. A dokładniej – jej kapryśność. Pomysłodawcy chcą więc zbudować obiekt, który nie będzie uzależniony od tego, czy akurat spadnie śnieg.

Na najeździe ma znaleźć się geosiatka, natomiast zeskok zostanie wyłożony sztuczną trawą i pianką. Planowany jest również system nawadniania, który ma zapewnić odpowiednie warunki na nawierzchni.

Do tego dochodzi oświetlenie, monitoring oraz solidne zabezpieczenie drewnianej konstrukcji. Autorzy projektu zapowiadają wykorzystanie stalowych prętów i kotew, a drewno ma zostać zabezpieczone dwiema warstwami impregnatu.

Ile to kosztuje?

Pomysł nie jest tani, ale w porównaniu z profesjonalnymi obiektami narciarskimi mówimy o zupełnie innej skali. Według przygotowanego kosztorysu budowa ma pochłonąć około 25,1 tys. zł.

Największym wydatkiem będzie drewno na konstrukcję – około 9 tys. zł. Kolejne 6 tys. zł ma kosztować system zeskoku, czyli sztuczna trawa i pianka. W budżecie znalazły się również m.in. impregnaty, prace koparką, kotwy, system nawadniania, oświetlenie, monitoring oraz elementy stalowe.

Organizatorzy zbiórki założyli jednak cel w wysokości 30 tys. zł. Obecnie na koncie jest 3795 zł, więc do zebrania pozostaje ponad 26 tys. zł.

Powrót do tradycji?

Pomysłodawcy nie chcą, żeby konstrukcja była wyłącznie prywatnym miejscem do treningów. Inspiracją są mniejsze, amatorskie skocznie, które powstały m.in. w Bogdanówce i Krośnie.

W Ignalinie chcą stworzyć miejsce, w którym można będzie organizować zawody i spotkania dla osób zainteresowanych skokami narciarskimi. Jeśli plan się powiedzie, niewielka warmińska wieś może więc dorobić się obiektu, którego nie znajdziemy w wielu znacznie większych miejscowościach.

Pomysł ma też lokalny kontekst. Zaledwie kilka kilometrów od Ignalina, w Lidzbarku Warmińskim, na Krzyżowej Górze działała w latach 90. skocznia narciarska. Dziś po tamtym obiekcie pozostały wspomnienia, ale dla młodych pasjonatów jest dowodem, że skoki narciarskie na Warmii nie są czymś zupełnie abstrakcyjnym.