Była nauczycielką, poetką, zbieraczką warmińskich opowieści i jedną z najważniejszych postaci polskiego życia na Warmii. Zanim jednak Maria Zientara-Malewska zaczęła zapisywać baśnie, legendy i wspomnienia, sama przeszła drogę, która wystarczyłaby na kilka życiorysów.

4 września 1894 roku w drewnianej, krytej strzechą chacie w Brąswałdzie przyszła na świat Maria, córka Augusta i Franciszki Zientarów. Dziewczynka była blada i słaba, więc miejscowe kumoszki nie wróżyły jej długiego życia. Inaczej uważała babka Elżbieta. Maria urodziła się bowiem w „klejdziku”, czyli w czepku, co miało zapowiadać szczęście.

Ludowa przepowiednia okazała się trafniejsza. Maria przeżyła nie tylko dzieciństwo, ale i dziewięć kolejnych dekad.

Brąswałdzka chata rodziny Zientarów. To tutaj Maria spędziła dzieciństwo i młodość. Poetka stoi przy drzwiach. Rok 1948. Fot. Władysław Ogrodziński/Muzeum Warmii i Mazur ©

Jej pierwsze spotkanie ze szkołą było jednak znacznie mniej szczęśliwe. W domu mówiło się po polsku, natomiast w miejscowej szkole nauka odbywała się po niemiecku. Mała Maria początkowo nie rozumiała języka nauczyciela. Pewnego dnia usłyszała ostre „jetzt!”, czyli „teraz”. Zrozumiała je jednak po swojemu – jako pozwolenie na zjedzenie resztek chleba. Dziś ta historia może bawić, ale dobrze pokazuje, z jaką barierą językową mierzyły się wówczas polskie dzieci na Warmii.

Maria szybko nadrabiała zaległości. W latach 1901–1908 uczęszczała do niemieckiej szkoły w rodzinnej wsi, a od 1917 roku pobierała prywatne lekcje języka polskiego i historii u brąswałdzkiego proboszcza, ks. Walentego Barczewskiego. To właśnie on odegrał ważną rolę w jej dalszej edukacji i rozwoju zainteresowań.

Barczewski wspierał ją także w rozwijaniu talentu literackiego. Maria zaczęła pisać, a w 1920 roku jej wiersz „Pory roku” ukazał się w „Gazecie Olsztyńskiej”. Był to jej literacki debiut.

Najpierw nauczycielka, potem poetka

Pisanie było jednak tylko częścią jej działalności. Maria coraz mocniej angażowała się w polskie życie społeczne. W latach 1921–1923 pracowała w redakcji „Gazety Olsztyńskiej”, działała w Towarzystwie Kobiet Polskich na Warmii i w Związku Towarzystw Młodzieży w Prusach Wschodnich.

Jednocześnie zdobywała przygotowanie do zawodu nauczycielki. W 1920 roku była słuchaczką kursu dla pomocniczych sił nauczycielskich w Olsztynie, a w latach 1924–1926 uczyła się w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Żeńskim im. Królowej Jadwigi w Krakowie. W 1926 roku uzyskała maturę i uprawnienia pedagogiczne.

Wróciła na Warmię z konkretnym celem: pracować z polskimi dziećmi. Zatrudniona przez Polsko-Katolickie Towarzystwo Szkolne na Warmię, organizowała polskie przedszkola między innymi w Gietrzwałdzie, Unieszewie, Nowej Kaletce i Chaberkowie. W 1929 roku rozpoczęła pracę w polskiej szkole w Chaberkowie. Później uczyła także w Wielkim Buczku i na Ziemi Złotowskiej.

W latach 1931–1933 pracowała w Berlinie, gdzie kierowała Wydziałem Przedszkoli i Opieki Religijnej nad dziećmi polskimi przy Związku Polskich Towarzystw Szkolnych w Niemczech. Następnie wróciła do pracy nauczycielskiej – w latach 1933–1935 uczyła w Złotowie, a od 1935 roku w Nowym Kramsku. W marcu 1939 roku została tam kierowniczką szkoły.

Nie była to spokojna praca. Polska działalność oświatowa w ówczesnych Niemczech odbywała się pod presją władz, a nauczyciele i działacze polskiej mniejszości musieli liczyć się z represjami.

Po wybuchu wojny okazało się, jak wysoką cenę Maria zapłaci za swoją działalność.

Numer 2171

11 września 1939 roku Maria została aresztowana w Nowym Kramsku. Była więziona w Cottbus i Berlinie, a następnie przewieziono ją do obozu koncentracyjnego Ravensbrück. Do obozu trafiła w grupie 23 Polek z Niemiec i została zarejestrowana pod numerem 2171. Jako więźniarka polityczna otrzymała czerwony trójkąt.

W Ravensbrück została wcielona do kompanii karnej. Pracowała w ciężkich warunkach, między innymi przy budowie dróg. W swoich późniejszych wspomnieniach opisywała morderczy wysiłek, mróz, głód i wycieńczenie. Jeden z najcięższych dni zapamiętała z 5 stycznia 1940 roku. Przy temperaturze sięgającej 36 stopni poniżej zera więźniarki wysłano do pracy przy budowie szosy do Fürstenberg. Ziemia była zamarznięta tak mocno, że nie można było jej rozkruszyć nawet kilofem.

Szkic Niny Jirsíkovej przedstawiający scenę z obozu koncentracyjnego Ravensbrück, fot. Europeana.eu

Obozowe doświadczenia wróciły później w jej twórczości, między innymi w wierszu „Wspomnienia z Ravensbrück”. Pisała w nim o wychudzonych kobietach, głodzie i nadziei, że mimo wszystkiego ich ręce jeszcze kiedyś będą potrzebne: „Choć nas więżą, psami szczują, te ręce kiedyś Polskę odbudują”.

18 kwietnia 1940 roku, po siedmiu miesiącach, została zwolniona z Ravensbrück. Nie oznaczało to jednak pełnej wolności. Do końca wojny musiała przebywać w rodzinnym Brąswałdzie pod szczególnym nadzorem policyjnym.

Miłość, która musiała poczekać

Po wojnie w życiu Marii wydarzyło się coś zupełnie innego – po wielu latach wróciła do niej dawna miłość.

Otton Malewski znał Marię jeszcze z młodości. Kiedy miała 16 lat, poprosił jej rodziców o zgodę na małżeństwo. Nie zgodzili się. Maria była bardzo młoda, a o jej zamążpójściu decydowali wówczas rodzice. Życie potoczyło się więc inaczej. Otton się ożenił, a Maria poświęciła się nauce, pracy nauczycielskiej i działalności na rzecz polskiej Warmii.

Minęły dziesięciolecia. Była wojna, Ravensbrück i powrót Marii do Olsztyna. Pod koniec 1946 roku Otton ponownie się do niej odezwał. Był już wdowcem. W 1947 roku wrócił do Olsztyna i jeszcze raz poprosił Marię o rękę.

27 października 1947 roku wzięli ślub kościelny w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie. Uroczystość była skromna – w rodzinie Marii trwała żałoba, dlatego nie urządzono wesela. 20 stycznia 1948 roku odbył się także ślub cywilny. Na prośbę męża Maria zaczęła używać nazwiska Zientara-Malewska.

Ich wspólne życie nie trwało długo. Otton zmarł 23 kwietnia 1951 roku po chorobie.

Po wojnie trzeba było zacząć od nowa

Po wojnie Maria musiała zacząć wszystko od nowa. Być może powrót Ottona po latach dodał jej wtedy skrzydeł. W 1945 roku rozpoczęła pracę w Wydziale Oświaty Pełnomocnika Rządu RP na Okręg Mazurski. Zajmowała się sprawami opieki nad dziećmi, przedszkolami i sierocińcami, a później pracowała jako wizytatorka przedszkoli i sierocińców w Kuratorium Olsztyńskiego Okręgu Szkolnego.

Angażowała się również w działalność społeczną i polityczną. W 1945 roku uczestniczyła w zjeździe założycielskim Polskiego Stronnictwa Ludowego, a od 1946 roku była członkiem Instytutu Mazurskiego. W latach 1945–1947 pracowała także w Polskim Komitecie Narodowościowym.

W 1950 roku została zwolniona z pracy w kuratorium. Jej przedwojenna działalność polonijna i przywiązanie do wiary nie ułatwiały jej funkcjonowania w realiach stalinowskiej Polski. Po odejściu z kuratorium zajęła się zbieraniem warmińskiego folkloru, a z czasem coraz więcej miejsca w jej życiu zajmowało pisanie.

Kłobuki, legendy i Warmia

14 grudnia 1952 roku Maria została przyjęta do Związku Literatów Polskich. Rok później jej wiersze znalazły się w zbiorze „Poezje Warmii i Mazur”. W 1954 roku ukazała się jej pierwsza książka – „Rośnie do słońca”, napisana wspólnie z Wandą Pieńkowską.

Potem przyszły kolejne książki: „Legendy dwóch rzek”, „Warmio moja miła”, „Pieśni Warmianki”, „Śladami twardej drogi”, „Baśnie znad Łyny”, „Na warmińską nutę” i wiele innych. W sumie opublikowała 21 książek. Pisała wiersze, wspomnienia, opowiadania, baśnie i legendy. Wiele jej utworów powstało w gwarze warmińskiej.

Ale jej twórczość nie była tylko pisaniem o przeszłości.

Maria zbierała pieśni, baśnie, legendy i opowieści związane z Warmią. Interesowały ją dawne obyczaje, religijność, gwara i codzienne życie mieszkańców. W jej książkach pojawiają się kłobuki, zaklęte zamki, warmińskie wsie i ludzie, których świat stopniowo znikał. Nie tylko opisywała więc Warmię. Próbowała zachować ją w pamięci.

Z wizytą w olsztyńskim mieszkaniu. Lata 70. Fot. Ryszard Czerniewski/Muzeum Warmii i Mazur ©

Skąd „warmińska Konopnicka”?

Maria Zientara-Malewska inspirowała się twórczością Marii Konopnickiej. Szczególnie bliskie były jej zainteresowanie folklorem i życie zwykłych ludzi. Sama wspominała, że wiersze Konopnickiej uwrażliwiły ją na biedę i ludzkie cierpienie. Z czasem zaczęto nazywać ją „warmińską Konopnicką”.

Porównanie nie było przypadkowe. Zientara-Malewska również sięgała po język bliski zwykłym ludziom i czerpała z lokalnej kultury. Tyle że jej najważniejszym światem była Warmia – jej krajobraz, mieszkańcy, tradycje, wiara i język.

Nie opisywała jej z zewnątrz. To była jej własna ziemia. Tu się urodziła, tu dorastała, tu nauczyła się polskiego słowa, a później przez całe życie próbowała zachować pamięć o świecie, który znała z dzieciństwa.

A hymn? Tu sprawa jest bardziej skomplikowana

Z Marią Zientarą-Malewską wiąże się także historia jednej z najbardziej znanych warmińskich pieśni – „O Warmio moja miła”.

Przez lata przypisywano jej autorstwo słów utworu. Tymczasem zachowane źródło jest jednoznaczne: „Gazeta Olsztyńska” opublikowała tekst 18 maja 1920 roku i podała jako jego autorkę Marię Paruszewską, poetkę z Poznania. Melodię skomponował Feliks Nowowiejski. 2 czerwca 1920 roku pieśń została po raz pierwszy wykonana jako „Hymn Warmiński” podczas koncertu plebiscytowego.

Skąd więc wzięło się nazwisko Zientary-Malewskiej? Z późniejszego przypisywania jej autorstwa pieśni. Pomyłkę mogła dodatkowo utrwalać jej własna twórczość – w 1959 roku wydała książkę „Warmio moja miła”, a Warmia była przecież głównym tematem jej pisarstwa.

Maria Zientara-Malewska nie napisała więc hymnu warmińskiego. Ale trudno o postać, której życiorys byłby mocniej związany z jego przesłaniem. Przez dziesięciolecia pisała o Warmii, jej mieszkańcach, języku, wierze, tradycjach i krajobrazie.

Do końca pozostała Warmianką

Maria Zientara-Malewska była wielokrotnie nagradzana i odznaczana. Otrzymała między innymi Krzyż Oficerski i Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Order Budowniczych Polski Ludowej, a także w 1980 roku papieski medal Pro Ecclesia et Pontifice.

Zmarła 2 października 1984 roku w Olsztynie. Została pochowana na cmentarzu komunalnym.

Zostały po niej książki, wiersze, legendy, pieśni i wspomnienia. Ale chyba przede wszystkim została Warmia, którą przez całe życie próbowała ocalić w słowach – jej ludzie, zwyczaje, gwara, wiara i świat, którego z każdym rokiem było coraz mniej.

Maria Zientara-Malewska znała tę Warmię od środka. Urodziła się tutaj, dorastała w polskiej rodzinie, walczyła o polską szkołę, za swoją działalność trafiła do Ravensbrück, a po wojnie zapisywała pamięć o świecie, który odchodził.

Dlatego jej książki są dziś czymś więcej niż literaturą regionalną. Są jednym z miejsc, w których dawna Warmia wciąż mówi własnym głosem.